Felieton - Po NICH – choćby potop!
Autor: Janusz Korwin-Mikke
PO NICH - CHOĆBY POTOP!
Wyobraźmy sobie, że przez trzy lata sprzedaję w swoim sklepie masło po 2 złote, choć w innych sklepikach jest po 3. Dlaczego mogę sprzedawać tak tanio? Bo, w odróżnieniu od moich konkurentów, udawało mi się jakoś nie płacić żadnych podatków - nawet VAT-u. Niestety: wszystko na świecie ma swój koniec, a (jak bystro zauważył Kornel Makuszyński) kij i kiełbasa mają nawet dwa końce: fiskussiępołapał, i...
...i co?
I zażądał, by moi klienci zwrócili jemu te, bezprawnie zarobione, złotówki!!!
Zanim pośmiejemy się z tego pomysłu, wyobraźmy sobie, że banknoty i monety zostały zlikwidowane, a za wszystko płaci się kartą. Więc fiskus dysponuje pełną dokumentacją: kto i kiedy kupował u mnie masło...
...i co? Dalej Państwo uważacie, że jeśli ja ogłosiłem bankructwo, albo przezornie zwiałem do Indonezji - to fiskus nie próbowałby odebrać tych złotówek od moich klientów?
Jakby mniej pewnie Państwo teraz odpowiadacie...
Otóż Izba Skarbowa województwa
łódzkiego tak właśnie niedawno postąpiła. Ponieważ dwie firmy sprzedające paliwo nie odprowadzały w latach 2003-2006 VAT-u (miały skądś lewe paliwo...), a ludzie go sobie odpisywali - to Izba zażądała zwrotu tego „niesłusznie odebranego VAT-u" od klientów tych firm!
Co zabawne: w firmach tych tankowały również wozy Policji i Straży Pożarnej!! Ciekawe, czy teraz państwo samo sobie będzie ten VAT zwracać - i oskarży Policję o zmowę w celu wyłudzenia zwrotu VAT-u? Bo o to właśnie Ministerstwo Skarbu pomówiło te firmy transportowe...
Co ciekawe: jedna z tych firm pozwała Skarb Państwa do sądu - i wygrała. Wydawałoby się, że urzędnicy fiskusa czym prędzej wycofają się z tego pomysłu. Okazuje się, że nie: nadal blokują konta innych firm i próbują odzyskać od nich swoje straty! Najbezczelniej w świecie obiecują im przy tym „łagodne potraktowanie". Czyli rozłożenie tych „należności" na raty...
Rozumiecie Państwo tę argumentację? „No, może istotnie to się nie należy, więc rozłożymy tę należność na raty..." Robił to zresztą i Czyngiz Chan, kiedy miasto z braku pieniędzy odmawiało zapłacenia mu okupu.
Jak 150 lat temu zauważył genialny Aleksy de Tocqueville: „Nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, której nie mógłby dopuścić się skądinąd łagodny i liberalny rząd - jeśli zabraknie mu pieniędzy". Koalicja PO-PSL chce znów wygrać wybory, więc chce przekupić wyborców - a w tym celu potrzebuje trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy. I będzie je brała, skąd się da.
Trzeba pamiętać, że przedsiębiorcy to jakieś 10% każdego społeczeństwa. Są to z reguły ludzie mądrzejsi i bardziej energiczni od tych, którzy własnych firm nie otworzyli. Dlatego każdemu rządowi (nie tylko w Polsce - w każdym kraju, tfu, d***kratycznym) opłaca się zabrać przedsiębiorcom (możliwie po cichu - a jak się nie da, to i z przytupem) pieniądze - a następnie z wielkim hałasem porozdawać je rozmaitym „grupom wyborców" - po to, by na tę koalicję głosowali!
Dość powiedzieć, że JE Donald Tusk, gdy był w opozycji ostro krytykował rządy pp. Millera i Marcinkiewicza za niedopuszczalnie wysoki deficyt budżetowy. Mogę Państwu przedstawić cały zestaw pięknie brzmiących i jakże prawdziwych wypowiedzi p. Tuska z tamtego okresu. Tyle, że wtedy deficyttenwynosił27-35 miliardów - a obecnie ma wynieść 54 miliardy (nie licząc tego, co JE Jan Vincent (ps. „Jacek Rostowski") chytrze poukrywał w różnych rubrykach.
Na to jest tylko jedna rada: zlikwidować d***krację. Bo, zrozumcie Państwo: dopóki rządzi (tfu!) L*d, to politycy myślący o losie Polski za lat 10 zawsze przegrają z politykami zajmującymi się dobrem przypadkowego społeczeństwa w roku wyborczym. Dać ludziom po 200 złotych - a, że za pięć lat trzeba będzie oddać 1000?
Furda! „Po nas - choćby potop!". Kiedyś tak padły Ateny, padła I Rzeczpospolita... Teraz diabli biorą całą cywilizację.