piątek, 10 lutego 2012,
 
FELIETON

Felieton - Pochwała niewiedzy


Autor: Janusz Korwin-Mikke

 

 

POCHWAŁA NIEWIEDZY

 

Dziecko najpierw uczy się mówić. A gdy już się nauczy, dziecko – przynajmniej płci męskiej – uczy się milczeć. Mowa jest srebrem... Chłopak również najpierw bezładnie macha rękoma, nogami. Potem uczy się, jak bić przeciwnika. I od razu uczy się go, by tej broni nie używał bez potrzeby... Ludzkość dzięki komputerom popadła w manię pobierania jak największej ilości informacji; obecnie pora, by nauczyła się, że dobrze jest czasem czegoś nie wiedzieć! Kobieta leci samolotem, na wygodnym siedzeniu, przed nią flakonik z kwiatkiem. I ona nie chce – i nie powinna – wiedzieć, że za cienką powłoką jest –60°C, a pod nią beczka pełna wybuchowej benzyny lotniczej. Po co ma to wiedzieć? Ona chce mieć luksus podróży! Ja jem befsztyk. Wiele kobiet na drzwiach kuchni umieszcza napis: „Psom i mężczyznom wstęp wzbroniony!” – i słusznie. Domownicy wcale nie muszą wiedzieć, jak wygląda krojone mięso albo z czego robi się pasztet! Niektórym mogłoby to odebrać apetyt! Unia Europejska, w szlachetnym szale uczciwego informowania wszystkich o wszystkim, zażądała, by do każdego produktu dodawać dokładne objaśnienia, z czego jest zrobiony – przy czym nie wystarczy napisać, że „ze świni!” ani nawet „z mięsa świni”. O, nie! Musi być napisane, że jest w tym 15% wątróbki świńskiej, 20% tłuszczu z podgardla itd. Bo zdaniem Towarzyszy Euro-Komisarzy, tylko 20% tłuszczu w mięsie to jest „mięso”, a reszta musi nosić inne nazwy. Otóż ja protestuję! Ja nie chcę wiedzieć, co jem! Ja jadam kiszkę wątrobianą, kiszkę pasztetową – i lubię te potrawy. I nie chcę wiedzieć, z czego są zrobione – bo mogłoby mi to odebrać apetyt! Ja mam zaufanie, że producent robi je dobrze – bo jak kiszka nie będzie smaczna, to ja jej więcej u niego nie kupię. Jak mówił śp. Adam Smith: „Nie oczekujmy od piekarza, by robił dobry chleb dla miłości bliźniego; oczekujemy, że zrobi dobry chleb z chęci zysku!" I to samo dotyczy pasztetników... A co on tam włoży? A może wątrobę hipopotama? No, i co z tego? Jak ktoś nie może jeść wieprzowiny czy hipopotaminy, to niech kupuje towary opatrzone (za skromną opłatą) certyfikatem (prywatnego, oczywiście) Instytutu Kontroli Żywności. A jeśli paszteciarz zrobi pasztet, którym struje konsumentów, to powinien być zniszczony przez procesy cywilne – a może i karny, jeśli jakiś składnik dołożył celowo. I tyle. A receptury wszystkich potraw – zgadzam się – powinny być dostępne, np. w Internecie. Od tego jest! Państwo może wydać zarządzenie, by receptura każdej potrawy była w Internecie umieszczona – i wtedy KTO CHCE, może sobie ją sprawdzić. A kto nie chce, ten w błogiej nieświadomości będzie zżerał smakołyki. Suum bonum cuique! I niech mnie ani Bruksela, ani Warszawa nie uszczęśliwia na siłę, zmuszając do czytania podsuwanych informacji. Bo maluczko, a kupując pasztetową, będziemy musieli czytać jej skład i podpisywać, żeśmy się z nim zapoznali, co będzie sprawdzał odpowiedni urzędnik.




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!