Wywiady: Rozmowa z Andrzejem Gantnerem, Dyrektorem Generalnym Stowarzyszenia Polska Federacja Producentów Żywności
Autor: Jacek Ratajczak
RYNEK JEST OD KONKUROWANIA
Jacek Ratajczak: Przemysł spożywczy jest jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki Polski, zatrudnia prawie 400 tys. osób. Stowarzyszenie Polska Federacja Producentów Żywności reprezentuje branżę. Panie Dyrektorze, ilu obecnie członków liczy Stowarzyszenie i jaką procentowo siłą dysponujecie w rynku produktów spożywczych?
ANDRZEJ GANTNER: Stowarzyszenie działa już od ponad 11 lat. Nasi członkowie to głównie duże firmy, w tym największe międzynarodowe koncerny oraz stowarzyszenia takich branż, jak mięsna, słodyczowa, zbożowa, margarynowa. Warto jednak podkreślić, że nie ma żadnych barier w przynależności dla małych i średnich przedsiębiorstw, a przedstawiciele ww. zasiadają we władzach naszej organizacji. Całościowy udział w rynku firm skupionych w ramach PFPŻ i stowarzyszeniach branżowych jest trudny do dokładnego oszacowania. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że ok. 70% produkcji przemysłu żywnościowego skupione jest w 8% firm, to reprezentujemy ok. 40% rynku.
Polskie firmy już od kilku lat działają w ramach rynku unijnego, z różnym zresztą powodzeniem. Na jakim etapie jest obecnie proces przystosowania się branży do wymagań unijnych? Czy można go uznać za zakończony?
Moim zdaniem, przemysł żywnościowy w Polsce odrobił swoją lekcję bardzo dobrze. Polska żywność jest uznawana za bezpieczną i dobrą, a dodatnie saldo handlowe, jakie utrzymujemy już od 4 lat, potwierdza ten fakt. Należy jednak zaznaczyć, że dopasowanie się do wymagań wspólnotowych pociągnęło za sobą konieczność wielu poważnych inwestycji, których koszty tylko częściowo zostały pokryte z funduszy unijnych. Funkcjonując na wspólnotowym rynku, musimy niestety liczyć się z ciągłymi zmianami i rosnącymi wymaganiami. Ten proces nigdy się nie skończy, chociażby tylko dlatego, że obszar prawa unijnego dotyczący produkcji żywności należy do najbardziej przeregulowanych. Praktycznie co chwila pojawiają się nowe przepisy mające wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw. Dotyczą one przede wszystkim bezpieczeństwa żywności, znakowania produktów, komunikacji z konsumentem, czyli kluczowych dla konkurencyjności obszarów. Ich spełnienie wymaga kolejnych nakładów finansowych, co w czasach kryzysu finansowego i gospodarczego może przyczynić się do osłabienia kondycji całego przemysłu żywnościowego w UE. Duża część działań PFPŻ skoncentrowana jest na ciągłym monitorowaniu przepisów już w fazie ich powstawania i podejmowaniu zdecydowanych działań, jeżeli okazuje się, że mają one negatywny wpływ na kondycję zakładów.
Wejście w struktury UE to z jednej strony szansa na zdobycie nowych rynków, z drugiej poddanie się surowym regułom konkurencji. Dotąd polska żywność wychodziła z tych zmagań obronną ręką. Ceniona za walory smakowe i przystępne ceny podbijała zagraniczne rynki. Wahania kursu złotówki spowodowały jednak, że w pewnych okresach produkcja na eksport była mało opłacalna. Czy istnieje strategia rozwoju eksportu polskich produktów spożywczych, zwłaszcza w obliczu recesji gospodarczej?
Uważam, że nie w pełni potrafiliśmy przekuć spektakularny sukces eksportowy z ostatnich 4 lat w trwałe przewagi konkurencyjne. Stoimy obecnie w obliczu kryzysu, czyli ostrej walki konkurencyjnej, na którą nie jesteśmy jako kraj zbyt dobrze przygotowani. Polska nie ma kompleksowej i długofalowej strategii rozwoju gospodarki, w tym gospodarki żywnościowej. Nie mamy określonych celów strategicznych, czyli chociażby, jakie kraje i jakie branże są dla nas rozwojowe. Wydziały handlowe naszych ambasad nie wspierają w sposób systemowy polskich eksporterów i nie prowadzą jednolitej promocji polskiej żywności. Nie ma koncepcji, jak promować nasz kraj i naszą żywność, aby nie tylko cena decydowała o powodzeniu naszego eksportu. Żadna gospodarka w Unii Europejskiej nie jest w stanie oprzeć swojego rozwoju wyłącznie na rynku wewnętrznym. Sukces gospodarczy Polski w dużej mierze został zbudowany na wzroście eksportu i jeżeli rząd nie zacznie w końcu słuchać postulatów przedsiębiorców i z nimi ściśle współpracować, to wszelkie plany dalszego rozwoju będą takimi samymi mrzonkami, jak polskie autostrady.
Wróćmy na rynek krajowy – żywność na szczęście jest najmniej podatna na spadek konsumpcji. Wiadomo, jeść trzeba nawet w kryzysie. Jednak trwałe ożywienie popytu krajowego na żywność może nastąpić pod warunkiem przyśpieszenia tempa wzrostu gospodarczego. Czy Stowarzyszenie ma swój własny plan antykryzysowy?
Nie wszystkie kategorie żywności są nieczułe na spadek dochodów lub nastrojów konsumentów, np. słodycze, napoje, przekąski inaczej reagują niż tzw. koszyk podstawowy (przetwory mięsne, mleczne, pieczywo itp.), na który popyt jest relatywnie sztywny. Jednak nawet w obszarze tego podstawowego koszyka w warunkach kryzysu może nastąpić zmiana struktury. Rok ubiegły był rokiem szybko rosnących cen żywności, w efekcie coraz większe grupy klientów przestawiały się na produkty tańsze. Świadczą o tym chociażby bardzo dobre wyniki sieci dyskontowych i ich szybki rozwój. Nadciągający kryzys może tę tendencję pogłębić. Dojdzie do rozwarstwienia na produkty markowe i produkty dyskontowe, w tym tzw. private label. Cały środek, czyli średnie i małe polskie firmy(w tym sklepy) mogą niestety mieć z tego powodu poważne kłopoty. Biorąc pod uwagę słabą kondycję finansową tych podmiotów i coraz brutalniejszą politykę kredytową banków obawiam się, że może doprowadzić to do fali bankructw w tym obszarze. Nasz plan antykryzysowy w obecnych warunkach jest w sumie prosty. Należy skupić się na popycie i konkurencyjności. Zmniejszyć koszty funkcjonowania przedsiębiorstw. Wspierać inwestycje i eksport rentownych gałęzi gospodarki. Zwiększyć płynność finansową. W praktyce oznacza to działania polegające między innymi na znaczącej obniżce stóp procentowych, czyli do ok. 2-3%, skróceniu czasu amortyzacji wszelkich inwestycji, obniżce VAT, obniżeniu podatków zarówno dla przedsiębiorstw, jak i osób. Takie postulaty kierujemy do rządu, który w chwili obecnej wykonuje dosyć kontrowersyjne działania polegające między innymi na zwiększeniu obciążeń akcyzowych, drastycznych podwyżkach cen energii i planach utopienia miliardów złotych w systemie bankowym, który oprócz drenowania rynku z pieniędzy, czyli osłabianiu popytu nie planuje żadnego aktywnego wspierania przedsiębiorstw.
Dystrybucja i handel są koniecznym dopełnieniem w łańcuchu: „od pola do stołu”. Odpowiedzialność i zadania poszczególnych podmiotów w obrocie produktami spożywczymi powinny być jasno określone, aby ułatwić współpracę. Co producentom najbardziej przeszkadza?
Koncepcja „od pola do stołu” nie ma w Polsce swojego faktycznego odbicia ani w strukturach kontrolnych (brakuje nam jednolitego urzędu ds. bezpieczeństwa żywności), ani w strukturach administracyjnych (brakuje ministerstwa gospodarki żywnościowej). Skutkuje to z jednej strony istnieniem na rynku szarych stref w produkcji i dystrybucji żywności, z drugiej zaś brakiem dobrej współpracy pomiędzy producentami rolnymi, a przetwórcami i dystrybutorami. Kompleksowe i obiektywne podejście mogłoby wpływać stabilizująco na cały sektor i zachęcać do współpracy opartej na kompromisie. Brak takiego podejścia powoduje, że relacje zarówno z producentami surowców rolnych, którzy chcieliby partycypować w zyskach przetwórców, jak i z dystrybutorami produktów żywnościowych, którzy często zapominają, że umowa handlowa to nie umowa darowizny, nie należą do najlepszych, na czym często tracą wszyscy zainteresowani.
Do Stowarzyszenia należą firmy z różnych segmentów, jak np.: mleczarstwo, przemysł makaronowy, młynarski, produkcja lodów, produkcja soków owocowych, przemysł cukrowniczy, produkcja margaryn, tłuszczów, wyrobów czekoladowych i mrożonek. Czy w sytuacji wszechobecnej konkurencji możliwa jest wzajemna współpraca przedsiębiorstw?
Można to ująć w sposób prosty. Rynek jest od konkurowania, a organizacja od współpracowania. Oznacza to, że współpraca firm w ramach PFPŻ dotyczy wyłącznie działań na rzecz dobrego funkcjonowania i rozwoju całego sektora, a nie budowania przewag konkurencyjnych tego czy innego producenta. (Nie byłoby to zresztą możliwe ze względu na obowiązujące w UE prawo). Współpraca w PFPŻ odbywa się głównie w ramach otwartych komisji roboczych, złożonych z najlepszych specjalistów delegowanych przez firmy. Prowadzone dyskusje są w pełni transparentne dla wszystkich członków, a wypracowywane stanowiska oficjalnie publikowane. Generalną zasadą jest dążenie do osiągnięcia consensusu pomiędzy firmami i ta zasada się sprawdza już od wielu lat.
Stowarzyszenie reprezentuje sektor żywnościowy w Polsce wobec Parlamentu RP, Rządu, administracji publicznej i samorządowej. Dzieje się tak w sytuacji, gdy interesów sektora nie reprezentują w pełni ani Ministerstwo Gospodarki, ani resort rolnictwa. Macie na koncie wiele sukcesów, choćby wprowadzone od stycznia 2009 r. zwolnienie darowanej żywności z podatku VAT czy odblokowanie unijnych funduszy pomocowych na lata 2007-13 dla dużych firm spożywczych. Jakie jeszcze przepisy należałoby pilnie zmienić?
Nasze sukcesy oparte są w dużej mierze na współpracy z innymi organizacjami. Przykładem takiej współpracy jest historyczny wręcz consensus pomiędzy przemysłem i rolnictwem dotyczący ustawy o funduszach promocji. To jest droga, którą preferujemy i promujemy jako PFPŻ, wychodząc z założenia, że celem nadrzędnym jest rozwój polskiej gospodarki. Co do przepisów, to w chwili obecnej należy jak najszybciej doprowadzić do zmiany tych nieszczęsnych przepisów przeciwpożarowych, zapobiec planowanemu obowiązkowi ubezpieczania od wypadków osób pracujących na umowę zlecenie (co dla dystrybucji i przemysłu będzie miało fatalne skutki finansowe),poważnie zająć się reformą urzędowej kontroli żywności. Tematów jest sporo. Czasami jednak odnoszę wrażenie, że warto po prostu stopować biurokratyczną maszynkę urzędów i Parlamentu, bo finalnie okazuje się, że zbyt skomplikowane przepisy bardziej szkodzą niż pomagają gospodarce.
Dziękuję za rozmowę.