Felieton - Prawo
Autor: Janusz Korwin-Mikke
PRAWO
Gdy byłem Posłem, stwierdziłem ze zdumieniem, że praktycznie nikt z moich Kolegów nie interesuje się kształtem sądownictwa, ani systemu Prawa. Zamiast tego wszyscy oni chcieli RZĄDZIĆ. To znaczy: jak koleje działały niesprawnie - to wydać ustawę naprawiającą działanie kolei. Jak rośnie liczba kradzieży - to wydać ustawę...
Nikt chyba poza nami - jedyną Prawicą w Polsce - nie myślał, że trzeba zasadniczo zmienić system Prawa - i wtedy już sama Władza Wykonawcza, sami sędziowie - będą rozwiązywać problemy... ...a ingerencja Senatu i Sejmu stanie się zbędna.
Podejrzewam, że właśnie dlatego oni tego nie chcieli; bo chcieli właśnie RZĄDZIĆ! Jak się uchwali ustawę taką-to-a-taką, to albo dostanie się łapówkę od zainteresowanych, albo punkty od wdzięcznych wyborców. Natomiast, gdyby Sejm uchwalił absolutnie genialny system Prawa, który spowodowałby, że za pięć lat wszystko zaczęłoby chodzić, jak w zegarku - to kto by o tym za cztery lata pamiętał?
Od kogo można by wziąć za to łapówkę? Od nikogo...
Od tamtej pory NIKT nawet nie pomyślał o czymś takim.
Śp. Hugon Kołłątaj miał dobry pomysł: podzielić konstytucję na kilka działów. W pierwszym, zwanym „Prawa fundamentalne", powinny znajdować się przepisy, których nawet jednomyślnym głosowaniem nie wolno byłoby Senatowi i Sejmowi zmienić.
Jakie to przepisy?
Oczywiste!
Np. „Prawo wstecz nie działa". Oczywiste? A CZY ZNAJDUJE SIĘ W KONSTYTUCJI III RP?
NIE!
I rzeczywiście: już kilka razy w historii III RP prawo działało wstecz - i ONI chcą sobie, na wszelki wypadek, taką furtkę zostawić...
Przypominam, że konserwatyści domagają się czegoś więcej: by nowe prawa wchodziły w życie z co najmniej 6-letnim wyprzedzeniem. By ludzie mogli się przygotować. By Senatorowie i Posłowie nie mieli pokusy wydawania „ustaw" ad hoc, pokusy rządzenia, a nie tworzenia Prawa!
No, a zasada: „Lex posterior derogat priori"... To chyba oczywiste: prawo tej samej rangi wydane potem anuluje poprzednie... A, nie! Urzędnicy - jeśli stare prawo nie zostało wprost odwołane („Niniejszym traci moc Art. ...") nadal je stosują... jeśli im tak wygodniej. Wymyślili jeszcze (sprzeczną z poprzednią!) zasadę „Przepis specjalny anuluje ogólny". Czyli w każdej chwili prawo „Wolno nosić buty" może zostać ograniczone spec-przepisem „Powyższe nie dotyczy czarnych butów".
„Wszystkie zwierzęta są równe" uzupełniamy zwrotem „...ale niektóre są równiejsze".
No, a fundamentalna zasada („Onus probandi..."): „To oskarżonemu należy udowodnić winę!"?
No, właśnie: spróbujcie Państwo ją zastosować w rozmowach z Urzędem Skarbowym. Urzędniczka oskarża nas o to, że oszukaliśmy Skarb Państwa - i to MY musimy przynosić tony papierków, by udowadniać swoją niewinność. By złapać jednego spryciarza, pięćdziesięciu innych musi się zdrowo nalatać i przynosić dowody niewinności.
Od paru lat dotyczy to nie tylko przepisów podatkowych. Również w sprawach o „molestowanie" sądy najpierw wsadzają człowieka za kratki - i to on musi przedstawiać dowody, że nie molestował i nie zgwałcił!!! Bywa, że sprytna niewiasta czeka ze zgłoszeniem „gwałtu" dwa lata - i szukaj potem człowieku dowodu niewinności!!!
Przypominam sprawę kilku przedsiębiorców z Jeleniej Góry, którzy odsiedzieli po parę miesięcy, zanim oskarżenie (zupełnie absurdalne zresztą) zostało obalone.
I tylko dlatego, że byli lubiani i inne pracownice zeznawały na ich korzyść.
A gdyby byli nielubiani?
Strach pomyśleć. Po pięć lat co najmniej. Na podstawie pomówienia jednej osoby - bez cienia dowodu!!!
Tu nie trzeba nic wymyślać. Musimy po prostu przywrócić Prawo takie, jakie było - zanim Czerwoni wzięli się za jego „poprawianie".