piątek, 10 lutego 2012,
 
FELIETON

Felieton - Prawo


Autor: Janusz Korwin-Mikke

PRAWO

Gdy byłem Posłem, stwierdziłem ze zdumieniem, że praktycznie nikt z moich Kolegów nie interesuje się kształtem sądownictwa, ani systemu Prawa. Zamiast tego wszyscy oni chcieli RZĄDZIĆ. To znaczy: jak koleje działały niesprawnie - to wydać ustawę naprawiającą działanie kolei. Jak rośnie liczba kradzieży - to wydać ustawę...

Nikt chyba poza nami - jedyną Prawicą w Polsce - nie myślał, że trzeba zasadniczo zmienić system Prawa - i wtedy już sama Władza Wykonawcza, sami sędziowie - będą rozwiązywać problemy... ...a ingerencja Senatu i Sejmu stanie się zbędna.

Podejrzewam, że właśnie dlatego oni tego nie chcieli; bo chcieli właśnie RZĄDZIĆ! Jak się uchwali ustawę taką-to-a-taką, to albo dostanie się łapówkę od zainteresowanych, albo punkty od wdzięcznych wyborców. Natomiast, gdyby Sejm uchwalił absolutnie genialny system Prawa, który spowodowałby, że za pięć lat wszystko zaczęłoby chodzić, jak w zegarku - to kto by o tym za cztery lata pamiętał?

Od kogo można by wziąć za to łapówkę? Od nikogo...

Od tamtej pory NIKT nawet nie pomyślał o czymś takim.

Śp. Hugon Kołłątaj miał dobry pomysł: podzielić konstytucję na kilka działów. W pierwszym, zwanym „Prawa fundamentalne", powinny znajdować się przepisy, których nawet jednomyślnym głosowaniem nie wolno byłoby Senatowi i Sejmowi zmienić.

Jakie to przepisy?

Oczywiste!

Np. „Prawo wstecz nie działa". Oczywiste? A CZY ZNAJDUJE SIĘ W KONSTYTUCJI III RP?

NIE!

I rzeczywiście: już kilka razy w historii III RP prawo działało wstecz - i ONI chcą sobie, na wszelki wypadek, taką furtkę zostawić...

Przypominam, że konserwatyści domagają się czegoś więcej: by nowe prawa wchodziły w życie z co najmniej 6-letnim wyprzedzeniem. By ludzie mogli się przygotować. By Senatorowie i Posłowie nie mieli pokusy wydawania „ustaw" ad hoc, pokusy rządzenia, a nie tworzenia Prawa!

No, a zasada: „Lex posterior derogat priori"... To chyba oczywiste: prawo tej samej rangi wydane potem anuluje poprzednie... A, nie! Urzędnicy - jeśli stare prawo nie zostało wprost odwołane („Niniejszym traci moc Art. ...") nadal je stosują... jeśli im tak wygodniej. Wymyślili jeszcze (sprzeczną z poprzednią!) zasadę „Przepis specjalny anuluje ogólny". Czyli w każdej chwili prawo „Wolno nosić buty" może zostać ograniczone spec-przepisem „Powyższe nie dotyczy czarnych butów".

„Wszystkie zwierzęta są równe" uzupełniamy zwrotem „...ale niektóre są równiejsze".

No, a fundamentalna zasada („Onus probandi..."): „To oskarżonemu należy udowodnić winę!"?

No, właśnie: spróbujcie Państwo ją zastosować w rozmowach z Urzędem Skarbowym. Urzędniczka oskarża nas o to, że oszukaliśmy Skarb Państwa - i to MY musimy przynosić tony papierków, by udowadniać swoją niewinność. By złapać jednego spryciarza, pięćdziesięciu innych musi się zdrowo nalatać i przynosić dowody niewinności.

Od paru lat dotyczy to nie tylko przepisów podatkowych. Również w sprawach o „molestowanie" sądy najpierw wsadzają człowieka za kratki - i to on musi przedstawiać dowody, że nie molestował i nie zgwałcił!!! Bywa, że sprytna niewiasta czeka ze zgłoszeniem „gwałtu" dwa lata - i szukaj potem człowieku dowodu niewinności!!!

Przypominam sprawę kilku przedsiębiorców z Jeleniej Góry, którzy odsiedzieli po parę miesięcy, zanim oskarżenie (zupełnie absurdalne zresztą) zostało obalone.

I tylko dlatego, że byli lubiani i inne pracownice zeznawały na ich korzyść.

A gdyby byli nielubiani?

Strach pomyśleć. Po pięć lat co najmniej. Na podstawie pomówienia jednej osoby - bez cienia dowodu!!!

Tu nie trzeba nic wymyślać. Musimy po prostu przywrócić Prawo takie, jakie było - zanim Czerwoni wzięli się za jego „poprawianie".

 




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!