Temat miesiąca - Rozmowa o prawie
Autor: Jacek Ratajczak
ŚWIADEK: - NIC NIE WIDZIAŁEM, NIC NIE SŁYSZAŁEM
Rozmowa z mecenasem Łucjanem Zawartowskim z kancelarii radców prawnych Janina Nowaczyk & Łucjan Zawartowski
Jacek Ratajczak: Panie mecenasie, ostatnie wydarzenia nagłaśniane przez środki masowego przekazu wstrząsnęły opinią publiczną. Zabity w biały dzień na przystanku tramwajowym w Warszawie policjant, zamordowany listonosz, zasztyletowana 15-latka. Można również przytoczyć wcześniejsze zdarzenia - zaatakowany nożem przed swym domem handlowiec, którego sprawę policja zbagatelizowała, bo osoba napastnika była niepoczytalna, ale później w akcie zemsty nękała poszkodowanego, zapalając przed jego posesją znicz o godzinie 2.00 w nocy. A komentarz prowadzącego śledztwo policjanta był taki, że „on przyniósł Panu światełko pokoju". To wszystko przykłady nie tylko wzrastającej agresji przestępców. Bulwersuje przede wszystkim wszechogarniająca rodaków znieczulica na przypadki dziejącego się wokół zła. Dlaczego ludzie boją się reagować?
ŁUCJAN ZAWARTOWSKI: Społeczeństwo ma niestety złe doświadczenia i to narastające od wielu lat. Kto bowiem przeszedł w Polsce przez „gehennę" bycia świadkiem, prawdopodobnie, przy kolejnym kontakcie z przestępcą, głęboko się zastanowi, czy jeszcze raz przechodzić skomplikowaną procedurę przesłuchań. Raczej odwróci wzrok w drugą stronę i wybierze strategię: nic nie widziałem, nic nie słyszałem. W tym momencie polskie państwo powinno zadać sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje? Co zdaniem policji, prokuratury trzeba zmienić, żeby obywatel chciał współpracować. Moim zdaniem, poniekąd winny temu jest rozbudowany mechanizm, który często wymaga przesłuchania świadka kolejno przez policję, prokuratora, a na końcu przez sąd. Świadek ponadto wzywany jest wielokrotnie na rozprawy, niekiedy musi dojechać do odległego miasta, a państwo refunduje mu koszty biletu pociągiem II klasy. Traci czas, pieniądze, a bywa, że efektem jego zaangażowania jest łagodne potraktowanie przestępcy. W głowie świadka rodzi się niebezpieczna konstatacja - współdziałać to narazić się na wiele niedogodności, kłopotów.
Panie mecenasie, ale przecież w dobie nowoczesnych środków przekazu takie sprawy można by zapewne rozstrzygać w o wiele prostszy i szybszy sposób. Zeznania zaprotokołować w miejscu zamieszkania świadka, a następnie przesłać mailem. Na podobnej zasadzie zaczynają już przecież działać tzw. e-sądy, gdzie pozwy można składać przez Internet.
Oczywiście, postęp techniczny może przyczynić się do usprawnienia procedur. Jednak nasze prawodawstwo, podobnie zresztą jak prawodawstwo innych krajów, każdemu oskarżonemu o popełnienie przestępstwa daje prawo do obrony. Zostaje on nie tylko pouczony o swoich prawach, ale ma możliwość wglądu do akt sprawy.
I tu zapewne dotkniemy kwestii, która jest niezwykle istotna dla osób poszkodowanych. Na procesie muszą być one skonfrontowane z przestępcą twarzą w twarz. Co gorsza, upubliczniane są wówczas personalia świadka. Może zatem dojść do prób zastraszenia czy wywierania nacisków, nawet na sali sądowej? Mężczyzna, który w Brzegu 24 lutego br. złapał uciekającego po napadzie na sklep spożywczy przestępcę, chciał dla mediów pozostać anonimowy, co jest potwierdzeniem tej tezy.
To prawda. Tylko w nielicznych procesach osoby zeznające są chronione, są anonimowe, czyli mają status tzw. świadka koronnego. Z reguły są to przestępcy, którzy współpracują z organami ścigania w zamian za złagodzenie wyroków. W sprawach mniejszego kalibru, niestety taka procedura nie ma zastosowania. Myślę, że jedynym wyjściem jest zmiana nastawienia organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywatela do osoby, która chce pomóc. Należy wytworzyć klimat dającego się odczuć poparcia. Przestępca powinien wiedzieć, że wszelkie próby wywierania presji na świadka, czy jego bliskich będą natychmiast udaremnione. Często niestety odnosi się wrażenie, że to przestępca jest w centrum uwagi, chronią go procedury, a świadek jest traktowany instrumentalnie, jako pionek w rozgrywce między prawnikami.
Obawy świadków wynikają też z braku zaufania do organów ścigania. Groźną patologią są powiązania funkcjonariuszy tych organów ze środowiskami przestępczymi. Wprawdzie to margines, ale niezwykle niebezpieczny. Świadek czuje się wówczas osaczony ze wszystkich stron.
Takie sytuacje są rzadkie. Oczywiście rzutują na wizerunek policji czy wymiaru sprawiedliwości, ale chcę podkreślić, że dlatego właśnie niezmiernie ważna jest wiara w odbudowanie zaufania społecznego. Osoby pokrzywdzone przez nieuczciwych funkcjonariuszy państwowych powinny mieć pewność, że prędzej czy później skorumpowany policjant czy prokurator poniesie zasłużoną karę. Nic bardziej nie rozzuchwala niż bezkarność. W społeczeństwie musi być zakodowane przekonanie o nieuchronności kary. Wtedy jest szansa, że odbudujemy również zaufanie do samego prawa.
Wróćmy jednak do prozy życia. Piętą achillesową polskich sądów jest długotrwałość procedur. Proste sprawy ciągną się latami. Przykłady z życia przedsiębiorców: nieuczciwa firmanie reguluje zobowiązań, ucieka w fikcyjną upadłość, co powoduje reakcję łańcuchową - uczciwy przedsiębiorca z braku środków też bankrutuje. Innym razem prokuratura aresztuje tymczasowo przedsiębiorcę, bo złamał przepisy - po wielu miesiącach, czasem latach okazuje się, że bezpodstawnie. Często ściga się również za drobne przekroczenia, wynikające z nieznajomości przepisów? Jak wybrnąć z tej sytuacji?
Ten stan rzeczy dotyczy całego polskiego sądownictwa. Nie muszę mówić, jaki ma to negatywny skutek dla gospodarki. Przedsiębiorcy, zwłaszcza ci drobni, bo to oni najczęściej padają ofiarą tego typu przypadków, są w mało komfortowej sytuacji. Po pierwsze - gubią się w gąszczu zawiłych, ciągle zmieniających się przepisów, po drugie - nie stać ich na fachową obsługę prawną. Są łatwym celem, a powinni mieć zagwarantowaną pomoc od państwa. Nie można ścigać przedstawicieli rodzącej się klasy średniej, bo to solidny płatnik, wpłacający miliardy do polskiego budżetu. Bez podatków tej grupy społecznej, inni mogą mieć spore problemy. Paradoksalnie z tych podatków utrzymywane jest i sądownictwo, i policja. Jeśli chodzi o tymczasowe aresztowania, to w cywilizowanych krajach istnieje wiele mniej dokuczliwych środków prewencyjnych w przypadku podejrzenia o przestępstwa: dozór policyjny, poręczenie, wpłacenie kaucji. U nas rzadko korzysta się z tych możliwości.
Dziękuję za rozmowę.
Galeria