Zdaniem NRZHiU - Gdzieś w świecie władze pomagają przedsiębiorcom
Autor: Tomasz Uchman Dyrektor Generalny NRZHiU
GDZIE NA ŚWIECIE WŁADZE POMAGAJĄ PRZEDSIEBIORCOM
Na wstępie meldunek z frontu walki o życie sklepów zielarsko-medycznych. Oto Komisja „Przyjazne Państwo" uchwaliła dezyderat do ministra zdrowia w sprawie rozporządzenia zmierzającego do likwidacji tej grupy sklepów. W dezyderacie podniesiono m.in., że rozporządzenie głęboko ingeruje w wolność gospodarczą. Zobaczymy, czy minister się cofnie i przywróci możliwość handlowania (poza aptekami) nasieniem lnu. Z pewnością ma twardy orzech do zgryzienia...
Kilka dni temu rzucił mi się w oczy tytuł dużego i nieświeżego już artykułu w Gazecie Stołecznej - „Kanarki odlatują z Nowego Światu". Dla niezorientowanych w stołecznych stosunkach objaśniam, że idzie o kultowy sklep zoologiczny, który istniał ponad 50 lat na ulicy Nowy Świat i został właśnie zamordowany przez urzędników. Wyjątkowo paskudny tytuł z opisem obrzydliwej metody, jaką zastosowano wobec kupca po to, by go wyrugować z atrakcyjnego miejsca, zmusić do zaniechania działalności gospodarczej. Tytuł w zasadzie radośnie obwieszcza, że uwolnione kanarki odlatują z klatki. Już nie będą więzione, bajka Krasickiego (Ptaszki w klatce) nieważna. W sumie wesołkowate - jak to w Gazecie - podejście do bardzo poważnej sprawy. Gdzieś w świecie władze dbają i pomagają przedsiębiorcom w kłopotach, jeśli ich działalność ma znaczenie dla miasta, jego klimatu, jakości życia. A tymczasem nad Wisłą panuje zasada niewidzialnej „renki rynku" (przyp. aut. - chodzi o podkreślenie wulgarnego charakteru tej zasady). Kilka miesięcy temu, kiedy ludzie protestowali przeciw likwidacji sklepu zoologicznego w jednym z miast wschodniej Polski, wysoka urzędniczka samorządowa (sic!) stwierdziła, że nie widzi problemu, bo będą sobie mogli pójść do supermarketu... W żadnej gazecie nie znalazłem wypowiedzi i stanowiska żadnej lokalnej organizacji kupieckiej ani organizacji przedsiębiorców, która zaniosłaby miastu protest w sprawie „kanarków z Nowego Światu". Jedyna wypowiedź przedstawiciela kupców z ulicy Nowy Świat powoływała się natomiast na „zasadę renki"... Przypomina się jeszcze jedna bajka biskupa warmińskiego - Przyjaciele (wśród serdecznych przyjaciół...). Na tym tle pojawia się niekiedy zarzut o brak polityki władz samorządowych wobec handlu i usług. Protestuję! Ta polityka jest, prowadzi się ją codziennie i konsekwentnie - odczytajcie Państwo, proszę, sens wyżej przytoczonej wypowiedzi pani z samorządu: możemy sobie... Ale idą wybory. Pojawiła się niedawno wiadomość o wyniku jakichś badań, wg których - jak mówią zadający pytanie dziennikarze - wynika, że klienci wolą kupować w super- i hipermarketach. Nie znam tych badań, ale tak prosty ich rezultat budzi zasadnicze wątpliwości i pytania. Kto woli - starsi, niezmotoryzowani (a społeczeństwo się starzeje) też? Gdzie - w dużych miastach, małych, na wsi? Kiedy - codziennie, czy obrzędowo w soboty i niedziele? Ciekawe notabene, czy ktoś kiedyś zbada tę nową obyczajowość Polaków. A przecież spadek liczby małych sklepów jest jedną z przyczyn „wolenia" supermarketów - tracimy możliwość wyboru. Ale w związku z tym jawi się pytanie o tożsamość organizacji przedsiębiorców, a w tym i kupców. O ich cele, zadania, sposoby działania. Idzie czas poważnych wyzwań, ponieważ 8 marca br. zaprezentowano publicznie projekt ustawy o powszechnym samorządzie gospodarczym. Ma to być instytucja publiczna, odrębna od istniejących organizacji, przy czym te istniejące organizacje i ludzie, którzy je reprezentują, nie stracą tożsamości i tyle będą znaczyć w samorządzie, im więcej członków będą mieli, im większa liczba przedsiębiorców z danego terenu obdarzy ich zaufaniem. A to zależy od jakości bieżącej działalności, od talentów organizacyjnych, zdolności zjednywania sobie środowiska. Od charyzmy też, ale czasem wystarczy wrażliwość. Będzie to trudna pora dla wielu. Wierzę, że przed NRZHiU i zrzeszeniami regionalnymi stoi wielka szansa, by stanąć na czele potężnej organizacji reprezentującej mikro i małych przedsiębiorców. Trzeba ją wykorzystać, choć czasu, by coś w tym kierunku uczynić, coraz mniej.