Felieton - Walka z kryzysem
Autor: Janusz Korwin-Mikke
WALKA Z KRYZYSEM
Jak Państwo już zapewne wiecie, „klasa polityczna” podjęła decyzję o „walce z kryzysem aż do ostatniej złotówki” (naszej, oczywiście). Zakładając, że politycy mają w gotówce lub w naturze jakieś 10% od sum, które przekazują bankom – to rozumiemy, dlaczego to robią. Tymczasem ludzie tacy, jak niżej podpisany – czy np. p. Kuba Rogers, nazywany „guru amerykańskich inwestorów” – mówią prosto i węzłowato: jak jakaś firma, choćby i największa, ma paść – to niech pada! Pan Rogers zauważa krótko i węzłowato, że podstawową przyczyną kryzysu jest to, że za dużo wydajemy na kredyt – tymczasem rządy USA i Europy Zachodniej chcą „walczyć z kryzysem” poprzez... zwiększenie wydatków na kredyt!!! Na tle tych utracjuszów „nasz Rząd”, na którym z reguły wieszam psy, wygląda jeszcze nie najgorzej. Zamiast zwiększenia wydatków, proponuje oszczędzanie – co, oczywiście, budzi protesty tzw. Ludziów Pracy (wspieranych przez wszelkiej maści złodziei, którzy chcieli wzbogacić się malwersując to „wsparcie dla gospodarki”). Miejmy nadzieję, że „Rząd” wytrzyma ten nacisk. Politycy straszą, że jeśli Wielkie Instytucje zbankrutują, to będzie Niewyobrażalna Katastrofa. Spokojnie: żyjemy w Epoce Nadmiaru Żywności, więc nikt z głodu nie zginie – a, że pieniądze z rąk jednych spekulantów przejdą w ręce drugich spekulantów... To nic, to jest wliczone w cenę biletu. Jak Państwo wiecie, jestem zwolennikiem wolnej konkurencji i nigdy nie przyłączałem się do rozmaitych akcyj, np. zwalczania supermarketów (tym bardziej, że gdzie taki market powstaje, to naokoło niego nie robi się pustynia, tylko powstają dziesiątki, albo i setki małych sklepików drobnych kupców i usługowców). Teraz jednak, gdy jest kryzys, takie Wielkie Instytucje mogą żądać, by „Rząd” wspomógł je finansowo, bo jak upadną, to straci pracę paruset ludzi, setki tysięcy nie będą mogły nic kupić, a te sklepiki naokoło też stracą klientów... A figę! Jeśli taki hipermarket miałby teraz upaść – to niech pada! Problem w tym, że pojedynczy kupiec nie da łapówki urzędnikowi, by ten go „wsparł”. Poza tym taki urzędnik nie będzie ryzykował dla głupiego tysiąca złotych. Co innego pieniądze od Wielkiej Firmy...Dlatego musi być przyjęta zasada, że „Rząd” nie ma prawa NIKOMU pomagać. NIKOMU – i koniec. Wtedy znika możliwość korupcji, urzędnicy przestają tracić czas na zastanawianie się, czy pomóc temu, czy tamtemu, przemysłowcy i handlowcy przestają tracić czas na bieganie po urzędach i składanie podań...Wróci normalne życie. Podałem tu przykład hiper- czy supermarketów (nie mam pojęcia, czym to-to się różni...), ale to samo dotyczy również największych nawet banków czy instytucyj finansowych. A także np. tej parodii stoczni, czyli „Stoczni Gdańskiej”. Gdyby udało się ją zamknąć w 1985 r., to od ćwierćwiecza nie mielibyśmy z nią problemów, a zarówno mieszkańcy Gdańska, jak i przyjezdni rozkoszowaliby się przystaniami i nadbrzeżami oraz bulwarami pobudowanymi tam, gdzie obecnie szpeci i zasmradza okolicę ta deficytowa„Stocznia” (to od „staczać się”, zapewne). I najprawdopodobniej dotyczy to większości podobnych instytucyj. Można było je tolerować i dopłacać do nich, gdy gospodarka szła w górę. Kryzys jest świetną okazją, by je pozamykać – i pozbyć się ciężaru. Również ciężaru w postaci przepisów „unijnych”. Właśnie czytam, że w Indiach sprzedają (od lipca) najtańszy samochód świata – za 6800 zł nówka-sztuka. Ale w Europie z uwagi na przepisy „unijne” (pomijając podatki!) kosztować on będzie 27 000 zł! I to samo jest ze wszystkim. Gdyby nie ci łajdacy z Brukseli, Warszawy itd., żyjący z procentu od zysku kapitalisty (bo czym jest podatek dochodowy?), to wszystko byłoby 3-6 razy tańsze! Wyobrażacie sobie Państwo ten boom gospodarczy, gdyby się Wspólnota szczęśliwie rozleciała?