piątek, 10 lutego 2012,
 
TEMAT MIESIĄCA

Temat miesiąca: Czy jest praca w handlu?


Autor: Marek Szymula

 

 

 

CZYM JEST PRACA W HANDLU?

 

Kilka miesięcy najpierw złych prognoz, a potem coraz bardziej widocznego spowolnienia gospodarczego wyraźnie „ożywiły” rynek pracy także w branży handlowej. Szukający zatrudnienia uważniej przyglądają się lekceważonym wcześniej zajęciom, tj. kasjer czy sprzedawca. Nie znaczy to jednak, że pracy w handlu nie ma. Nie oznacza też, że kasy mają pełną obsadę.

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2009 r. liczba bezrobotnych w Polsce wzrosła o ćwierć miliona. Sytuacja na rynku pracy nie jest prosta – według ekspertów w najbliższych miesiącach można się spodziewać spowolnienia wzrostu płac – do spadku płac włącznie. Problemy te nie dotyczą jednak branży handlowej. Według obecnych danych kryzys dotyka głównie branżę budowlaną i przedsiębiorstwa nastawione na eksport. Jak mówi Andrzej Faliński, Dyrektor Generalny POHiD, zmiana sytuacji na rynku pracy nie jest korzystna – co oczywiste – dla pracowników, nie jest też korzystna dla pracodawcy. – Często do handlu zgłaszają się ludzie o niskich kwalifikacjach, co zapowiada rotację pracowników zarówno z powodu niskiej płacy, jak i niewystarczających umiejętności nowo zatrudnionych. Póki co jeszcze jest tak, że w handlu są miejsca pracy, choć liczba wakatów stopniowo spada – stwierdza Faliński.

Dużo nie oznacza dobrze

Sprzedaż nadal jest jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków pracy i nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miała ulec zmianie – mówi Agnieszka Mazurek z firmy doradczej Sedlak& Sedlak. – To Polacy poczuli się zagrożeni, a w związku z tym bardziej zainteresowani pracą. Niepewne jutro przełożyło się na malejące aspiracje i wymagania stawiane potencjalnym pracodawcom – dodaje. Jak stwierdza, porównując aktualną sytuację, do tej, z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze kilka miesięcy temu, to rzeczywiście sieci handlowe mają mniejsze problemy ze znalezieniem ludzi do pracy. – Nie oznacza to jednak, że problemy zniknęły. Ilość dostępnych kandydatów niekoniecznie przekłada się na poziom, w jakim spełniają oni wymagania oraz na ich stosunek do pracy i lojalność wobec pracodawcy – podkreśla Agnieszka Mazurek. Spostrzeżenia dotyczące zgłaszających się osób potwierdzają relacje samych handlowców. Paweł Lewandowski, właściciel sklepu w Warszawie, zatrudnia kilkanaście osób. Jak mówi, nie widzi większej różnicy „przed kryzysem i obecnie” pod względem „jakości” osób zgłaszających się do pracy. – W tej chwili nasz skład jest kompletny, ale śledzę, kto się zgłasza i chce uzyskać u mnie pracę. Szczerze mówiąc, mimo że chętnych jest więcej, to jak nie było z czego wybierać pół roku temu, tak nie ma i dziś – stwierdza. Także osoby odwiedzające obiekty handlowe z pewnością zauważą, że popyt na pracę nie przekłada się na jakość obsługi, tudzież na liczbę obsadzonych stanowisk kasowych. W niektórych sieciach długość kolejek do 3-4 otwartych kas na 30-40 stanowisk to widok niezmienny – mimo rzekomego szturmu potencjalnych pracowników. Nie znikają też ogłoszenia z ofertami pracy – można je znaleźć zarówno w Internecie, jak i w samych sklepach. Pierwsze miesiące 2009 r. przyniosły jednak zmniejszenie liczby ofert dla tej grupy zawodowej. Potwierdzają to także dane z urzędów pracy. Dla przykładu w ub. roku pracodawcy w województwie śląskim przedstawili ok. 20 tys. propozycji zatrudnienia w zawodach związanych z handlem i sprzedażą. Przedsiębiorcy poszukiwali przede wszystkim sprzedawców (11,5 tys. ofert), magazynierów (3,3 tys.), kasjerów handlowych (1,8 tys. ofert). Aleksandra Skalec z biura prasowego Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach zauważa, że wymienione zawody cechuje duża dynamika: wysoki „napływ” do bezrobocia oraz jednocześnie duża liczba wyłączeń. Z kolei w województwie zachodniopomorskim pracodawcy zgłosili w ciągu całego 2008 r. do powiatowych urzędów pracy w wybranych zawodach „handlowych” przeszło 6,6 tys. ofert pracy, z czego na koniec roku (grudzień 2008) pozostało 80. Pod koniec ub. roku zarejestrowanych było w tych zawodach 7,1 tys. osób, w tym 6,6 tys. kobiet. Jak mówi Agnieszka Garncarz z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Szczecinie, dane te świadczą o dużej fluktuacji kadr w tym obszarze, zwłaszcza w zawodzie „sprzedawca”, w którym w ciągu 2008 r. zgłoszonych zostało 4454 oferty pracy (z czego w grudniu pozostało 10), przy jednoczesnym utrzymującym się dużym zapotrzebowaniu na miejsca pracy w tym zawodzie.

Praca w handlu będzie zawsze

Jak przekonuje Faliński, ożywienie na rynku pracy nie oznacza, że sieci handlowe zostaną „nasycone” nowymi, odpowiednimi pracownikami. – Sieciom zależy na możliwości pozyskania ludzi, w których mogłyby inwestować i tym samym kształtować ich wedle swoich potrzeb. To jednak kosztuje, tym bardziej, że rynkowy poziom wynagrodzeń w handlu nie jest wysoki, co powoduje dużą rotację. Jest to więc „inwestycja” o wysokim poziomie ryzyka – wbrew pozorom w okresie recesyjnym ryzyko to rośnie, choć większa jest liczba poszukujących pracy – mówi. Jak dodaje, nie wiadomo, czego można się spodziewać na rynku podczas wychodzenia z recesji, jakie propozycje będą konkurencyjne wobec oferty handlu lub w ramach ofert konkurujących firm. W efekcie nie wiadomo, jaki potencjał ludzki uda się zachować. – Nie jest tak, że handlowi przestało brakować ludzi, ani nie jest też tak, że ma tych ludzi za mało. W każdym razie w rosnących indeksach bezrobocia sektor handlu ma najmniejszy udział – podsumowuje Dyrektor Generalny POHiD. Przemysław Skory z Tesco przyznaje, że obecnie rekrutacja na nowe stanowiska przebiega łatwiej, niż do tej pory. – Tak samo, jak w przeszłości zatrudnialiśmy pracowników w miarę potrzeb, tak i teraz ich zatrudniamy. Trzeba jednak przyznać, że jeszcze kilka miesięcy temu w rekrutację trzeba było włożyć znacznie więcej starań – stwierdza. Jak dodaje, obecnie zgłasza się więcej kandydatów do pracy, bardzo różnie to jednak wygląda w różnych regionach. Dorota Patejko z Auchan również potwierdza znacznie większe niż do tej pory zainteresowanie ofertami pracy. – Wymagania z naszej strony się nie zmieniły, oferta pracy uległa poprawie, ale z pewnością rynek w tej chwili stał się rynkiem „pracodawcy”, czyli możemy wybierać w ofertach – mówi. Do tej pory sieci Auchan trudno było znaleźć takich specjalistów, jak: rzeźnik, cukiernik, piekarz i kasjer. Sieć utworzyła nawet Szkołę Zawodu, gdzie chętne osoby mogą się przyuczyć do pracy i zdobyć stosowne uprawnienia. Małgorzata Zalewska, reprezentująca sieć delikatesów Bomi, stwierdza, że w ostatnim czasie na obsadzenie mniej wymagających stanowisk firma ma sporo chętnych, zgłaszających się bezpośrednio do kierowników sklepów. Zastrzega przy okazji, że sklepy sieci, poza wyjątkowymi przypadkami, nigdy nie narzekały na brak personelu. Przedstawicielka Bomi dodaje, że sieć cały czas prowadzi rekrutację pracowników każdego szczebla w związku z rozwojem i otwieraniem nowych placówek. Poszukuje też kadry menadżerskiej średniego szczebla.

Pracodawcy będą „wybrzydzać”

Według Agnieszki Mazurek z firmy doradczej Sedlak & Sedlak, należy oczekiwać, że pogorszenie sytuacji na rynku pracy oraz eskalacja „kryzysu” w mediach zaowocują przede wszystkim racjonalizacją oczekiwań finansowych pracobiorców. Osoby zainteresowane podjęciem zatrudnienia zrewidują swoje dotychczasowe wymagania i będą między innymi bardziej skłonne do wiązania swoich wynagrodzeń z efektami pracy. Z kolei pracodawcy będą dążyć do minimalizowania kosztów działalności. – Większa liczba chętnych do pracy stwarza sytuację, w której pracodawca może „powybrzydzać”. Konkurencja wśród kandydatów oferujących swoją pracę przekłada się na cenę, jaką pracodawca jest gotowy zapłacić. Mając do wyboru dwóch, porównywalnych pod względem umiejętności i doświadczenia kandydatów o różnym poziomie oczekiwań finansowych, zdecydowana większość pracodawców wybierze kandydata tańszego – stwierdza Mazurek. Z kolei zdaniem Andrzeja Falińskiego, w następnych miesiącach handel utrzyma poziom zatrudnienia – przynajmniej handel nowoczesny. – Nie przewiduję w handlu w najbliższym czasie masowych zwolnień, ale może zdarzać się obniżenie pensji, brak premii, itp. Zależy to od kondycji ekonomicznej konkretnej firmy. Akurat firmy działające w handlu radzą sobie w kryzysie lepiej niż inne, ale to nie znaczy, że ogólna sytuacja zostawia sektor „na boku” – tak nie jest i mogą się pojawić trudności – mówi. Według Falińskiego wart podkreślenia jest fakt, że pomimo pesymistycznych prognoz sprzed kilku miesięcy, trend recesyjny nie dotknął sektora handlu w stopniu porównywalnym do niektórych branż produkcyjnych. – Handel okazuje się główną barierą antyrecesyjną Polski i przyczyn tego jest wiele. Sama „twarda” ekonomia pokazuje, że owszem, ruchy oszczędnościowe w handlu będą, ale nie będzie drastycznych decyzji „kryzysowych”. Będzie trudniej, ale nie będzie gorzej. Kłopoty mogą mieć firmy, które „przed kryzysem” obiecały za dużo i teraz muszą negocjować zmianę obietnic – podsumowuje przedstawiciel POHiD.




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!