piątek, 18 maja 2012,
OD REDAKCJI

Od Redakcji - O upadku autorytetów


Autor: Jacek Ratajczak

 

 

O UPADKU AUTORYTETÓW

 

Prawdopodobnie 23 czerwca zapadnie w łódzkim sądzie wyrok w sprawie o… 2 grosze z tytułu niewystawienia przez pracującą w kiosku emerytkę paragonu fiskalnego za usługę kserograficzną i narażenie w ten sposób Skarbu Państwa na stratę. Owa nieszczęsna kobieta z winy swego pracodawcy nie mogła dokonać tej czynności, bowiem jej szef nie zdążył załatwić kodu do kasy. Pech chciał, że kiosk skontrolowali pracownicy Urzędu Kontroli Skarbowej. Chyba sami się nie spodziewali, że sprawa nabierze aż takiego rozgłosu – emerytka wbrew zdrowemu rozsądkowi, nakazującemu nie zadzierać z urzędnikami, zaparła się, nie przyjęła mandatu i uruchomiła cały ciąg wydarzeń, którego finał będziemy mieli okazję poznać niebawem. Zdarzenie opisane przez Gazetę Wyborczą jest kolejnym przyczynkiem do długiej listy patologii drążących niczym nowotwór rodzime urzędy. Okazuje się niestety, że literalne przestrzeganie prawa momentami trąci groteską. Nie ulega wątpliwości, że przepisy trzeba szanować, ale… trudno pogodzić się z sytuacją, w której z kieszeni podatników zapłacono najpierw urzędnikowi UKS za przygotowanie aktu oskarżenia, a później sędzia w pierwszej instancji wydała wyrok w tej kuriozalnej sprawie. To dopiero jest marnotrawienie publicznego grosza. Ale wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, chociaż nie ze zdrowym rozsądkiem. Wydaje się, że majestat Wysokiego Sądu w tym akurat procesie został poddany najwyższej próbie. Trudno zresztą mówić o szacunku dla pracowników palestry, skoro kilka dni temu były premier Jarosław Kaczyński bezpardonowo zaatakował sędzię Alicję Fronczyk, która w pierwszej instancji orzekała w sprawie PiS-owskiego spotu „Kolesie”. Można się nie zgadzać z decyzją niezawisłego sądu, ale stwierdzenie: „Cała Polska widziała tę młodą osobę, która jako sędzia ogłaszała i uzasadniała wyrok w sprawie spotu. Już mniejsza o ten wyrok, chodzi o uzasadnienie. Ta młoda dama uznała, że w Polsce o wszystkim decyduje Bruksela, a polski rząd nie ma nic do gadania. Chciałbym, żeby Polacy nie aprobowali takich ludzi w polskim aparacie państwowym” – jest nie tylko złamaniem zasad dobrego wychowania, ale jest przykładem braku szacunku dla instytucji państwowych. Morał na przyszłość z tych dwóch wydarzeń płynie niewesoły. Machina urzędniczo-sądowa nadal działa według utartych schematów. Ściga i karze tych, do których najłatwiej się dobrać: przedsiębiorcę, który źle zinterpretował skomplikowane przepisy, czy Bogu ducha winną emerytkę. Wyroki na korzyść urzędów wydaje szybko, do błędów przyznaje się rzadko. W sprawach dotyczących pokrzywdzonych, zwykłych obywateli, Temida działa opieszale. Znamy przypadek, gdzie prokuratura okręgowa i dwie rejonowe... przez kilka miesięcy nie potrafią umorzyć prostej sprawy kradzieży dowodu osobistego, który się odnalazł. Natomiast rodzimi politycy są z reguły uprzywilejowani, bo ich spory rozstrzygane są w tempie ekspresowym i dzięki nim sądy na brak zajęcia nie mogą narzekać. Ciekawe, czy były premier poniesie konsekwencje swojej niefortunnej wypowiedzi przed wymiarem sprawiedliwości? O tempora, o mores (Co za czasy! Co za obyczaje!).

 


 
Jacek Ratajczak
Redaktor Naczelny

 

 




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!