Reportaż - Bartoszyce
Autor: Heidi Handkowska
NAJWAŻNIEJSZA JEST WIARYGODNOŚĆ SKLEPU

Tym razem redakcja „Poradnika Handlowca” odwiedziła Bartoszyce, miasto położone w samym środku „zielonych płuc” Warmii i Mazur, nad rzeką Łyną. Miasteczko leży w odległości 17 km od granicy z Rosją i liczy 26 tys. mieszkańców. To właśnie przez nie i pobliskie międzynarodowe przejście graniczne Bezledy - Bagrationowsk wiedzie najkrótsza droga do Kaliningradu, dzięki czemu miasto zyskuje rangę ważnego ośrodka tranzytowego.
Bartoszyce od zawsze były miastem handlowym. Co o tym zadecydowało? Podstawę
ekonomicznej pomyślności miasta stanowią jego gospodarni mieszkańcy, którzy potrafią doskonale wykorzystać walory lokalizacyjne zarówno miejscowości, jak i całego powiatu. Jesteśmy też pierwszym miastem na linii bursztynowego szlaku, północ-południe, z Kaliningradu do Warszawy. W ostatnich latach w Bartoszycach systematycznie rosła liczba osób prowadzących działalność gospodarczą. Ponad 40% z nich zajmuje się handlem. Jednak skala tej aktywności jest znacznie mniejsza niż średnia w miastach województwa warmińsko-mazurskiego (wskaźnik ilości zakładów na 1000 ludności – Bartoszyce – 45, a miasta województwa – 64). Bartoszyce to także ośrodek usługowy dla całego powiatu. Ważnym atutem rozwojowym gminy i miasta Bartoszyce jest również sąsiedztwo Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej oraz strategiczna bliskość granicy UE i obwodu kaliningradzkiego. W SSE działają już dwa zakłady produkcyjne branży meblarskiej i szklarskiej. W mieście, na bazie dawnych upadłych zakładów, powstało wiele nowych firm, dając pracę pokaźnej liczbie mieszkańców. Gmina przystąpiła także do Funduszu Poręczeń Kredytowych. W okresie niespełna 4 lat z tego
funduszu skorzystało 26 osób uruchamiających po raz pierwszy działalność gospodarczą w obszarze handlu i usług. Na uwagę zasługuje fakt ogromnej skuteczności podejmowanej działalności gospodarczej, albowiem do tej pory tylko jeden podmiot po roku funkcjonowania zawiesił swoją działalność. Wzrosło też zainteresowanie miejskimi nieruchomościami, co dobrze wróży gospodarce Bartoszyc na przyszłość – mówi burmistrz Bartoszyc, Krzysztof Nałęcz. Najlepiej ukształtowanym obszarem handlowo-usługowym miasta jest śródmieście z doskonale zachowanym układem urbanistycznym. Dominują tu obiekty handlowo-usługowe o niewielkiej powierzchni handlowej. Na placu Konstytucji 3 Maja, tuż obok ocalałych fragmentów miejskich murów obronnych – Bramy Lidzbarskiej – znajdują się liczne ciągi handlowe. Mijamy tu sklep sportowy „Avanti”, sklep spożywczy ABC, sklep odzieżowy „Modna Ewa”. Władze
miasta szczególnie dbają o wygląd tej części miasta, bowiem jest ona wizytówką Bartoszyc. – Chcemy wykorzystać walory turystyczne miasta. Przez pięknie utrzymane zieleńce, wyremontowane kamienice, śródmieście stanie się jeszcze bardziej atrakcyjne zarówno dla turystów, jak i mieszkańców, a także dla drobnego handlu. Na obszarze Starego Miasta i w jego bezpośrednim sąsiedztwie możemy już zaobserwować tendencję wypierania mieszkań z poziomu parteru budynków, które są następnie adaptowane na funkcje handlowo-usługowe – mówi Krzysztof Nałęcz. Cechą charakterystyczną Bartoszyc jest zaskakująco wysoka liczba sklepów dyskontowych zlokalizowanych niedaleko centrum. Funkcjonują tu trzy Biedronki, z których jedna powstała na bazie Plusa, Lidl i dobrze rozwinięta sieć sklepów Stokrotka. – Nowe placówki handlowe to przede wszystkim
nowe miejsca pracy. Na obrzeżach miasta możliwa jest lokalizacja placówek handlowych do 2000 m2. Pozwoliłyby one w przyszłości nie tylko ograniczyć wyjazdy zakupowe mieszkańców do pobliskich, większych ośrodków handlowych, jak np. Olsztyn, lecz także przyciągnąć potencjalnych klientów z pobliskich miejscowości. Takie rozwiązanie wpłynęłoby na wzrost obrotów również w innych punktach handlowych. Nie ukrywam jednak, że popieram miejscowe podmioty gospodarcze. Trudno mi zrozumieć, że toleruje się handel, który na polskim rynku wykazuje działalność „na krawędzi” opłacalności, w celu minimalizowania podatków do budżetu i korzystania z ulg i preferencji, o których rodzimi handlowcy mogą tylko pomarzyć – dodaje burmistrz miasta. Dyskonty wpłynęły jednak na ceny i preferencje zakupowe mieszkańców Bartoszyc. Klienci częściej rezygnują z zakupu produktu, jeśli mogą dostać go taniej.
Drobni handlowcy natomiast nie zawsze są w stanie konkurować ceną. W sklepie przemysłowo-spożywczym „Hania” Ewy Kapturskiej, zlokalizowanym na osiedlu przy ul. Sikorskiego 12b, obok spożywki, można kupić chemię i kwiaty, a nawet drobne upominki. – Sklep razem z mężem prowadzimy już od 16 lat. Niedaleko nas powstała Biedronka i market Stokrotka. Staramy się szybko reagować na potrzeby klientów. Utrzymujemy się na rynku tylko dlatego, że dysponujemy własnym lokalem. Koszty wynajmu i wysoka konkurencja to największe bolączki handlowców. Mamy grono swoich stałych klientów, których do naszego sklepu przekonujemy wysoką jakością proponowanego asortymentu, częstymi promocjami i miłą obsługą. Klient musi po prostu czuć, że jest najważniejszy. Często mamy sklep czynny do 21.00, a latem nawet do 23.00 – podkreśla właścicielka. Z kolei Żaneta Kutryb, działająca w handlu od 6 lat, której sklepik położony jest w innej części
Bartoszyc (ul. Bema 21), może liczyć na mieszkańców z okolicy. W pracy pomaga jej mąż, Dariusz. – Trzeba bacznie obserwować rynek, dokonywać odpowiednich wyborów i być otwartym na potrzeby klienta. Markety nie odebrały nam klientów, ponieważ mamy renomę. Każdy docenia jakość, za którą woli często więcej zapłacić. Swoich klientów znamy do tego stopnia, że nie musimy nawet pytać, co podać. Często zamawiam też towar na bezpośrednie życzenie klienta. Głównie zaopatruję się w hurtowni BOS. Nie stosuję klasycznej promocji. Najważniejsza jest wiarygodność sklepu, stąd praktycznie codziennie sprawdzam terminy przydatności poszczególnych produktów – opowiada pani Żaneta. Natomiast niedaleko urzędu pocztowego, przy ul. Paderewskiego 16, znajduje się sklep spożywczo-przemysłowy „Dorotka” Mariusza Kozłowskiego. – Mogę liczyć na klienta, który mieszka niedaleko i nie dysponuje dużym zasobem gotówki, ale
chce kupować produkty świeże i wysokiej jakości: pieczywo, nabiał, wędliny, warzywa. A oferta dyskontów jest często ograniczona do kilku produktów danej kategorii – mówi Bożena Targowoda, sprzedawca. Specyfiką handlową miasta ostatnich kilkunastu lat był handel przygraniczny „mrówek”, zaliczany do „szarej strefy” działalności handlowej. – Obecnie, w rezultacie wprowadzenia szeregu obostrzeń i coraz mniej atrakcyjnych relacji cenowych, aktywność tego handlu zdecydowanie spadła i obserwuje się jego stopniowe zanikanie. Tradycyjne sklepy spożywcze mają szansę przetrwać. Jednak powinny rozwijać się, reagować na zmieniające się gusta klientów i na pojawiający się na rynku nowy asortyment produktów – dodaje burmistrz miasta.