piątek, 10 lutego 2012,
 
TEMAT MIESIĄCA

Temat miesiąca: Handel w strugach deszczu


Autor: oprac. Heidi Handkowska

 

HANDEL W STRUGACH DESZCZU

 

Całe południe Polski - od Dolnego Śląska po Podkarpacie zalały strugi deszczu. Woda pędziła przez miasteczka, wsie, porywając ze sobą wszystko, co znalazła na swej drodze. Widok zniszczonych ulic, podtopionych domów i zalanych sklepów nikogo już nie dziwi. Mieszkańcy próbują ratować z popowodziowego błota swój dobytek. Straty liczą również handlowcy.

Na Podkarpaciu metrowa fala przeszła przez centrum Ropczyc. Pod wodą było pół miasta oraz większość wsi w powiecie. Pompy chodziły non stop. Z każdej strony słychać było szum wypompowywanej wody. Sklepy oraz banki były nieczynne. Mieszkańcy, aby zrobić zakupy, musieli jeździć do okolicznych miejscowości. Na ulicach miasteczka niemal przed każdym sklepem leżały sterty zamoczonego towaru i dokumentów. - Jeszcze nie zdążyłem spłacić kredytu, który zaciągnąłem na ten sklep. Uratowało się tylko to, co było na najwyższych półkach - opowiada Bartłomiej Filipiak, właściciel sklepu kosmetycznego w Ropczycach. Przed jego sklepem piętrzy się górka zamokniętych kosmetyków. Obok rośnie sterta towaru ze sklepu chemicznego i spożywczego. Woda bowiem zalała także sklep spożywczy Józefa Wdowiarza. Zamokniętą mąkę, cukier, makarony pracownice sklepu wynosiły na chodnik. - 40 lat mieszkam w Ropczycach, ale czegoś takiego nie przeżyłem. W piwnicy stały agregaty chłodnicze, wszystko zalane - mówi właściciel. Również Mirosław Wdowiarz, syn pana Józefa, stracił cały towar. Blisko tysiąc par butów. - W pewnym momencie przez wybitą szybę buty zaczęły wypływać na ulicę - opowiada Wdowiarz. Woda z Wielopolki zalała także targowisko. Naniesiony przez powódź muł leżał na ulicach i chodnikach. - Straciliśmy wszystko. Nikt nie miał ubezpieczenia - mówią handlowcy, sprzątając błoto. Przed miejscowym Urzędem Miasta i Gminy stały kolejki osób do sztabu kryzysowego. Urzędnicy pracowali od rana do późnych godzin wieczornych. - Przyjmujemy zgłoszenia o stratach, bo wicepremier Schetyna zapowiedział w Ropczycach, że rząd pomoże najbardziej poszkodowanym - mówi sekretarz gminy Dorota Strzyż. Miasto udziela pomocy najpierw najbardziej potrzebującym. Również w Dębicy zniszczeniu uległy dziesiątki kilometrów dróg, wiele mostów. Nie działały telefony i internet. Część mieszkańców, podobnie jak w Ropczycach i okolicy, nie miała prądu i gazu. Woda wdarła się także do Galerii Dębickiej przy ul. Ks. Nosala, zamieniając jej parter w rwącą, błotnistą rzekę. Zalany został m.in. hipermarket Carrefour, który jest głównym operatorem obiektu. W wodzie pływały laptopy,pralki, telewizory. - Na obecną chwilę nie jesteśmy w stanie podać strat w wyniku podtopienia supermarketu Carrefour, jakie miało miejsce 25 czerwca br. Aktualnie na terenie sklepu trwają prace porządkowe oraz szacowanie strat przez przedstawicieli firmy ubezpieczeniowej - mówi Maria Cieślikowska, dyrektor ds. PR i Komunikacji Zewnętrznej Carrefour Polska. W jednym z butików naprzeciwko supermarketu Carrefour kilkoro klientów wraz z obsługą sklepu zamknęło drzwi, by nie wpuścić wody do środka. - Myśleliśmy, że nas zaleje - opowiada jedna z ekspedientek. W działaniach ratowniczych na Podkarpaciu brało w sumie udział ponad 1000 strażaków, 250 policjantów i 60 żołnierzy. Sytuacja powoli zaczęła się jednak poprawiać, gdyż woda systematycznie opada. Również mieszkańcy Kotliny Kłodzkiej przekonali się, iż 12 lat po powodzi stulecia wobec kataklizmu nadal są bezbronni. Deszcz padał z przerwami prawie 7 dni. Wylały największe rzeki w Kotlinie. Główna fala powodziowa przeszła przez Kłodzko w nocy z piątku na sobotę 27 czerwca. W centrum miasta został przerwany wał powodziowy. Nie pomogło zabezpieczanie domów i sklepów workami z piaskiem. Straty są bardzo duże. Woda zalała nie tylko domy, ale także sklepy na parterze domów. - Żywioł zabrał mi wszystko. Towar i wyposażenie sklepu - wylicza Bogdan Śliwiński, mieszkaniec Jaszkowej. - Dobrze, że podesłano mi strażaków do pomocy. Razem jakoś uporządkujemy to pobojowisko - dodaje. Nieco lepsza była sytuacja w innych miejscowościach Kotliny Kłodzkiej - Lądku Zdroju, Polanicy Zdroju i Stroniu Śląskim. - Wstępny bilans powodzi w tym rejonie to pół tysiąca zalanych i podtopionych domów oraz gospodarstw - mówi Tadeusz Kinzel z Centrum Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. We wszystkich poszkodowanych miastach i wsiach Wojewódzki Inspektor Sanitarny przeprowadza kontrole żywności, aby ta z zalanych sklepów, magazynów i piekarni nie trafiła do sprzedaży. Przekazywane są także środki chemiczne do odkażania obiektów użyteczności publicznej i domów. - Artykuły żywnościowe pozostawione lub przechowywane w miejscach objętych powodzią, są narażone na zniszczenie, zepsucie lub zanieczyszczenie. Dlatego należy je dokładnie sprawdzać przed spożyciem. Zepsuta, zanieczyszczona i spleśniała żywność jest szkodliwa dla zdrowia. Nie powinniśmy jeść produktów, które zostały zalane, a nie są hermetycznie opakowane. Nawet jeśli nie wykazują oznak zepsucia. A także tych, które mają zmieniony zapach, barwę, smak, konsystencję. Należy także zwrócić uwagę na jedzenie w opakowaniach pozbawionych etykiet - mówi lek. med. Szczepan Jędral, Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Rzeszowie. Zalane tereny odwiedził wicepremier, szef MSWiA Grzegorz Schetyna. - Pomoc będzie wypłacana, gdy zakończy się akcja ratunkowa. Na wypłatę zasiłków przeznaczone będą pieniądze z rezerwy finansowej w MSWiA i Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska - powiedział polityk. Oby zapewnienia wicepremiera przekuły się w realną pomoc poszkodowanym mieszkańcom południa Polski.

Pomoc dla powodzian
Instytucje i osoby prywatne, które chcą pomóc, mogą dokonywać wpłat na adres: Caritas Polska, ul. Skwer Kard. Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa, Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526 z dopiskiem: Powódź Południe. Można także wysłać SMS o treści Pomagam; pod nr 72 902, koszt 2,44 (z VAT).



Galeria



Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!