NAJNOWSZE
WYNIKI BADAŃ
PRASY HANDLOWEJ
Trade Readership
Monitor -
listopad 2009
realizowane przez
światowego lidera
badań rynkowych,
firmę ACNielsen

NAJNOWSZE
WYNIKI BADAŃ
PRASY HANDLOWEJ
Trade Readership
Monitor -
listopad 2009
realizowane przez
światowego lidera
badań rynkowych,
firmę ACNielsen

ARGUMENT SIŁY, CZY SIŁA ARGUMENTU?
Lipcowa bitwa w centrum Warszawy pokazała dobitnie, jak daleko nam jeszcze do rozwiązań zgodnych z normami, obowiązującymi w cywilizowanych krajach. Zwyciężyły tradycyjne, typowe polskie przywary: brak dążenia do rozwiązań polubownych, rzucane na wiatr obietnice władz (niech następca się martwi!), czy brak poszanowania dla prawa. Dlatego zawiedzione nadzieje i frustracje kupców dość łatwo przerodziły się w regularną bitwę, w której ludzkie emocje wzięły górę nad rozsądkiem i do głosu doszły argumenty siłowe w postaci rzucanych kamieni i gazów łzawiących.
Władze miasta wyszły zwycięsko z tej konfrontacji, działały zgodnie z prawem, ale smutne to zwycięstwo. Magistrat tłumaczy, że przedstawił szereg propozycji kupcom, ale wszystkie zostały odrzucone, a umowa dzierżawy wygasła już po 31 grudnia 2008 r. Wina, zdaniem prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, leży po stronie poprzedniego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego i zastępujących go komisarzy - Mirosława Kochalskiego i Kazimierza Marcinkiewicza. W 2006 r. Rada Warszawy, zdominowana przez PiS, przyrzekła bowiem w uchwale kupcom z KDT nową działkę na pl. Defilad pod budowę domu towarowego. Umowa nie została jednak parafowana, a Hanna Gronkiewicz-Waltz i Platforma Obywatelska uznały ją za sprzeczną z prawem. Kupcy z kolei twierdzą, że chcieli kupić w przetargu teren na ul. Okopowej i tam się przenieść, ale do porozumienia nie doszło.
Na kanwie tych wydarzeń rodzi się pytanie: Jak rozwiązywać podobne dylematy w przyszłości? Argumenty siłowe, stosowane przez niektóre grupy zawodowe (górnicy, stoczniowcy, pielęgniarki) i wymuszanie w ten sposób korzystnych dla siebie rozwiązań, z demokracją mają niewiele wspólnego. Pójście tą drogą przez warszawskich kupców było aktem desperacji. Trudno wyobrazić sobie, aby tak walczył o swoją placówkę handlową indywidualny przedsiębiorca. Jemu przecież nikt nie zaproponuje innej lokalizacji sklepu, nie będzie mógł liczyć na zainteresowanie mediów, czy poparcie polityków, dla których warszawska batalia była przede wszystkim kolejną możliwością zaprezentowania swojej osoby.
Dopóki nie stworzymy klarownych przepisów, planów rozwoju odpowiadających różnym grupom społecznym, a przede wszystkim nie nauczymy się rozmawiać i przekonywać do swoich racji - sytuacja z centrum Warszawy będzie się powtarzać. I zwyciężać będzie argument siły, a nie siła argumentu!
Jacek Ratajczak
Redaktor Naczelny