piątek, 10 lutego 2012,
 
TEMAT MIESIĄCA

Handlowcy cenią niezależność


Autor: Marek Szymula Katarzyna Teleżyńska

 

HANDLOWCY CENIĄ NIEZALEŻNOŚĆ

– Już nigdy nie wejdę do żadnej sieci – zarzeka się Leszek Szczepaniak, właściciel stumetrowego sklepu spożywczego we Wrocławiu. Przez dwa lata prowadził swój biznes w obcych barwach. Jak mówi – przez ten czas wydał niepotrzebnie mnóstwo pieniędzy, nie czerpiąc z udziału w sieci żadnych korzyści. – Z całego tego zamieszania dobre były tylko gazetki promocyjne. 

Teraz Leszek Szczepaniak znów prowadzi interes samodzielnie. Nie rozważam nawet możliwości pracy na kogoś – sąsiadujące z moim sklepy sieciowe nie są dla mnie żadną konkurencją – mówi. Przedsiębiorca nie miał problemu z opuszczeniem sieci – firma się rozleciała i sieć przestała istnieć. Polski rynek to dla właścicieli sieci handlowych miejsce wciąż nieodkryte i niepodbite. Według statystyk, liczba sklepów spożywczych o wielkości w przedziale pomiędzy 25 a 500 m2 wynosi około 115 tys. sklepów i utrzymuje się na stabilnym poziomie. Jednak tylko połowa z nich to sklepy należące do sieci. Pozostałe działają samodzielnie – często jako rodzinne przedsiębiorstwa, małe sklepy osiedlowe itp. Znaczna część z nich nigdy nie zainteresuje się wchodzeniem w alianse, zakładaniem koalicji, czy też uczestnictwem w sieci. Powody są różne – wśród nich istotne znaczenie ma obawa przed utratą autonomii, wypracowanej marki, wreszcie – niechęć do spełniania wymogów stawianych przez sieć. Jak mówi Adam Wroczyński z Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych, sklepy handlu tradycyjnego wyrosły z powstającej na nowo tradycji kupiectwa polskiego, charakteryzującego się dużą niezależnością w działaniu. – Z ekonomicznego punktu widzenia, gdy prowadzony sklep dobrze funkcjonuje i jest rentowny, jego właściciel wykazuje się niewielką skłonnością do funkcjonowania w ramach sieci, która często kojarzy się z przynajmniej częściową utratą niezależności – twierdzi Adam Wroczyński. Analiza korzyści przystąpienia do sieci z czasem przemawia na niekorzyść tej operacji, zwłaszcza w sytuacji, gdy otoczenie konkurencyjne nie wymaga intensywnych działań. Według Wroczyńskiego, to właśnie powoduje, że wiele spośród sieci handlowych, niezależnie od typu i charakteru powiązań ze swoimi członkami, coraz częściej poza atrakcyjną ofertą handlową w swoim pakiecie posiada zestaw narzędzi dodatkowych związanych z jednolitą wizualizacją, wyposażeniem wnętrza, zintegrowanym systemem informatycznym, cyklicznymi szkoleniami, pomocą prawną, finansową, handlową (zarządzanie kategorią, półką, visual merchandising) itp.

Wystarczy przystąpić

Przedsiębiorca, który decyduje się na wejście do sieci, może liczyć na wiele profitów z tym związanych. Jego sklep rozpoczyna działalność pod uznaną marką, która ma zaufanie klientów, jest rozpoznawalna, ma fundusze na prowadzenie działań promocyjnych – na co pojedynczy sklep pozwolić sobie nie może. Zarówno sprzęt, oferta, jak i wyposażenie sklepu są dostosowywane do wymogów sieci – oznaczać to może ich unowocześnienie, zaś w przypadku oferty – poszerzenie. Przystąpienie do sieci wiąże się z udostępnieniem przedsiębiorcy know-how.

Nie tak słodko

Ale wchodzenie w alianse niesie ze sobą także ryzyko. Biorą to pod uwagę ci przedsiębiorcy, którzy wolą działać sami. Sieć może upaść, stracić wiarygodność i klientów z przyczyn niezależnych od przedsiębiorcy. Proponowane przez sieć rozwiązania i posunięcia biznesowe nie zawsze mogą być trafione, korzystne dla poszczególnych, uczestniczących w niej podmiotów. Niekiedy mogą wręcz doprowadzić właściciela sklepu do utraty płynności finansowej. Wyjątkowo drażliwą kwestią jest kwestia autonomii biznesu prowadzonego według wymogów sieci. Dyktat taki podyktowany jest tak oczywistymi względami, jak konieczność utrzymania jednolitych standardów obsługi, wyposażenia, oferowanych produktów. Umowa, jaką przedsiębiorca podpisuje z siecią, nakłada na niego obowiązki, których wykonanie jest stale weryfikowane. W ekstremalnych przypadkach może się zdarzyć, że właściciel sklepu podpisze z siecią umowę, która jest dla niego niekorzystna, np. wymogi stawiane przez sieć przekraczają możliwości przedsiębiorcy. Podstawową, oczywistą zaletą prowadzenia biznesu na własny rachunek jest niezależność w podejmowaniu decyzji, która bezpośrednio przekłada się na czerpane korzyści finansowe, organizacyjne i handlowe związane z wykonywaną działalnością. Adam Wroczyński z Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych zauważa, że często przy sprzyjających okolicznościach oraz uważnym planowaniu krótko- i średniookresowym, z pojedynczej placówki handlowej tworzy się niewielka sieć sklepów własnych, które w perspektywie wypracowanych warunków handlowych, projektu wizualizacji wnętrza, przyjaznej i atrakcyjnej atmosfery sklepu wzbudzają zainteresowanie innych właścicieli sklepów, którzy w wyniku zaprezentowanych wyników prowadzenia sklepu w sieci są zainteresowani przystąpieniem do jej struktury. Jest to wariant niezwykle rzadki, ponieważ w branży FMCG do momentu, gdy sytuacja w otoczeniu konkurencyjnym tego nie wymaga, a klienci danego sklepu są zadowoleni, mało kto decyduje się na przystąpienie do sieci. Rynkowe proporcje pomiędzy handlem indywidualnym i skoncentrowanym to Polska specyfika. Adam Wroczyński jest zdania, że w naszym kraju przywiązanie do handlu tradycyjnego okazało się być tak silne, iż nowoczesne formaty sklepów – hiper- i supermarkety nie zdominowały rynku w taki sposób, jak zakładały przeprowadzane w latach wcześniejszych prognozy. W dalszym ciągu współczynnik koncentracji w Polsce jest relatywnie niski i wynosi ok. 40% (tyle rynku posiada pierwszych pięciu graczy w branży), gdy na Węgrzech czy też we Francji wynosi on ok. 60%, natomiast w Szwecji aż 95%. Przywiązanie do tradycyjnych zakupów w pobliżu miejsca zamieszkania znalazło natychmiast swe odzwierciedlenie w korektach strategii operatorów sklepów wielkopowierzchniowych – zarówno Carrefour, jak i Tesco opracowują i testują koncepcje sklepów małych i średnich.

 

Ryszard Porwich
Sklep Spożywczy ARTES w Bielawie 

 

 

W obliczu zmian w sektorze handlowym i wzrastającej konkurencji ze strony większych sieci, czy nie rozważał Pan przyłączenia się do sieci handlowej?
Przystąpienie do sieci handlowej to dla mnie praca u kogoś, a nie na własny rachunek. Wolę decydować sam, czym handluję, jaką prowadzę politykę cenową, gdzie się zaopatruję, itp. Po prostu cenię swobodę i niezależność działania. Nie chciałbym nigdy brać udziału w tzw. „wyścigu szczurów”, gdzie zyski stawiane są ponad wszystko. Pragniemy jako sklep zachować swój niepowtarzalny charakter i duszę.
Jakie zalety dostrzega Pan w niezależnej działalności handlowej?
Kierując się wyłącznie czynnikami ekonomicznymi, wstąpienie do sieci na pewno ma sens. Oznacza bowiem możliwość zaopatrywania się w tańsze towary, gazetki reklamowe, promocje, itp. To wszystko nakręca sprzedaż. Jednak tych sklepów jest już dużo na rynku. Osobiście czerpię satysfakcję z tego, że klient przebrnie przez te rozrzucone na klatce schodowej sterty gazetek i przyjdzie do nas. Jestem przekonany, że gdyby potencjalny klient był zamożniejszy, wiele małych sklepów nie byłoby zmuszonych sięgać po tę ostatnią deskę ratunku, jaką jest sieć.




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!