piątek, 10 lutego 2012,
 
FELIETON

Felieton - Odrażający drab pod sklepem


Autor: Janusz Korwin-Mikke

 

ODRAŻAJĄCY DRAB POD SKLEPEM

Jedną z różnic między Europejczykiem a Amerykaninem jest podejście do Prawdy i do Idei. My w Europie (ja jestem nieodrodnym Europejczykiem) wierzymy w Prawdę - i wybieramy sobie Idee, które później realizujemy. Amerykanie są na wskroś pragmatyczni: Prawda? Prawdą jest coś, co się sprawdza w życiu. Jeśli lepiej sprzedają się książki o tym, że Słońce kręci się naokoło Ziemi - no, to Słońce kręci się naokoło Ziemi - i koniec.

To jest chyba druga (po bałwochwalczym kulcie d***kracji) rzecz, której u Amerykanów nie znoszę.

I oto czytam we „Wprost" artykuł p. Wawrzyńca Kudlowa, znanego mi jako typowy wolnorynkowiec. Pan Kudlow pisze tekst pt. „Gotówka za gruchoty". Zaczynam czytać - pewien, że chodzi o wyśmianie obecnych praktyk czerwonej hordy spod znaku JE Benedykta Husseina Obamy, czyli dopłacania Amerykanom, by pozbywali się rzęchów i kupowali nowe samochody.

I co ja widzę? Pierwsze zdanie brzmi: „Należę do zwolenników kapitalistycznej gospodarki wolnorynkowej, więc to, co zaproponuję w następnym zdaniu, do tych przekonań zupełnie nie pasuje. Opowiadam się bowiem za rozszerzeniem programu dopłat do nowych samochodów".

Dosłownie: ręce opadają.

Na darmo wielki Francuz, Fryderyk Bastiat, już 200 lat temu wyśmiewał takie pomysły, dobitnie wykazując ich szkodliwość; na darmo Ludwik von Mises, Fryderyk von Hayek i inni przedstawiciele „szkoły austriackiej" wyjaśniali dokładnie, dlaczego to na dalszą metę nie może działać, na darmo wielki rodak p. Kudlowa, Milton Friedman, laureat (podobnie jak von Hayek) Nagrody Nobla z ekonomii, dowodził nonsensowności takich poczynań. Na darmo premier Rządu JKM, Harold Wilson, 40 lat temu omal nie wykończył Wielkiej Brytanii ulgami podatkowymi przy zakupie nowych samochodów. Na darmo poszło to, że dopłacanie ubogim do kupna domów skończyło się w USA obecnym krachem. Nie: trzeba zrobić to samo z samochodami, bo p. Kudlow musi zobaczyć, jak kolejne walenie przez socjalistów głową o mur skończy się klęską.

Bo trzeba praktycznie sprawdzić: może dzisiejsze głowy są inne?

Pan Kudlow widzi, że co biedniejsi Amerykanie (kto jeździ 20-letnimi rzęchami, jak nie ubodzy) inkasują te dopłaty i przesiadają się na nowe samochody. Pan Kudlow widzi, jak dealerzy zacierają ręce. Pan Kudlow widzi, że fabryki samochodów zaczynają więcej sprzedawać...

...pan Kudlow nie pyta tylko: skąd pochodzą pieniądze na dopłaty do samochodów?

Otóż pochodzą z dodruku pieniądza, co powoduje inflację, będącą katastrofą dla gospodarki. Mogą również pochodzić z podatków...

Jeśli ściągniemy je z podatków, to ludzie nie mający tych pieniędzy (bo je im zabrano) nie kupią tysięcy i milionów par butów, długopisów, szczoteczek do zębów itd. I smutni producenci tych towarów nawet nie zauważą, że plajtują dlatego, że pan Obama dopłaca do samochodów!!

Wyobraźmy sobie, że przed sklepem sadzamy draba, który każdemu wchodzącemu zabiera 10 zł, potrąca sobie złotówkę (z czegoś musi przecież żyć!), po czym wręcza mu bon na 9 zł mówiąc: „To jest premia na zakup Coca-Coli. Jak Pan kupi puszkę, to za te pieniądze dostanie Pan jeszcze dwie!"

Nie ulega kwestii, że sprzedaż Coca-Coli w sklepiku wzrośnie. Natomiast per saldo sprzedaż spadnie - bo klienci po prostu będą mieli o 10 zł mniej - a sprzedaż innych artykułów - np. Pepsi i soków owocowych - spadnie wyraźnie (bo nie tylko te 10 zł zginie, ale zginą i 3 zł, które klient wydał na Coca-Colę, a wydałby na co innego).

Każdy z Państwa to chyba rozumie?

Dlaczego nie rozumie p. Kudlow?

 

 




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!