piątek, 10 lutego 2012,
 
OD REDAKCJI

Od Redakcji - Co różni handlowca od związkowca?


Autor: Jacek Ratajczak

CO RÓŻNI HANDLOWCA OD ZWIĄZKOWCA?

 

Przy okazji redukcji zatrudnienia w Stoczni Gdańsk związkowi bonzowie chcą, by zwalniani stoczniowcy dostali wzorem kolegów z Gdyni i Szczecina - w ramach specustawy stoczniowej - odszkodowania od 20 do 60 tys. zł, ofertę szkoleń zawodowych oraz zasiłek na czas przekwalifikowania się i poszukiwania pracy.

Ciekawe, kto ma za to zapłacić? Wątpię, by uczynił to właściciel (od stycznia 2008 r. stocznia jest własnością ukraińskiej spółki ISD Polska), bo nie po to zaciska pasa, by lekką ręką rozdawać pieniądze. Wypłaci to, co się w takich przypadkach należy, zgodnie z polskim kodeksem pracy. Szefowie związków zawodowych (sami nie do ruszenia na lukratywnych posadkach) oczekują od premiera, że sypnie kasą. Czyli tak naprawdę sięgnie do naszych kieszeni i to my wszyscy złożymy się wspólnie, by wspomóc stoczniowców. Oczywiście trudno nie zgodzić się, że tych ciężko pracujących ludzi dotknęła tragedia życiowa, ale czy ktoś z podobną troską pochyla się nad bankrutującymi placówkami handlowymi, bo władze jakiejś miejscowości wydały zgodę - ich zdaniem słuszną, bo dla dobra lokalnych konsumentów - na budowę centrum handlowego i kilku dyskontów. Cóż, mamy wolny rynek. Ale czy jednakowy dla wszystkich, skoro zagraniczne podmioty korzystają z ulg podatkowych, na które nie mogą liczyć lokalni handlowcy, i tym samym są w stanie zaoferować niższe ceny. Klienci wybierają oczywiście tańszą ofertę konkurencji, to przecież ich wybór, za którym jednak stoi czyjś dramat życiowy.

Państwo solidarne, to takie państwo, które powinno równo mierzyć ludzką krzywdę. Nie stać nas na tworzenie cieplarnianych warunków dla wybranych grup zawodowych, nawet kosztem narażenia się na utratę głosów przyszłych wyborców. Stoczniowcy, górnicy, hutnicy - za którymi stoją świetnie zorganizowane struktury związkowe, z wojowniczo nastawionymi i licytującymi się w żądaniach działaczami, nie mogą dyktować reguł gry w demokratycznym państwie.

Zestawiając z nimi los polskiego przedsiębiorcy, gołym okiem - wbrew zapewnieniom władz - widać brak zmian na lepsze. Rodzimy przedsiębiorca - zwłaszcza ten mniejszy, którego nie stać na sztab prawników czy doradców finansowych-ustawicznie boryka się, a to z wysokimi obciążeniami podatkowymi, ale z tego powodu nie przenosi swej firmy do Luksemburga, czy na wyspę Guernsey; a to z nadużywaniem prawa przez urzędników - w latach 2005-2008 do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło ponad 300 skarg na przewlekłość postępowań utrudniających funkcjonowanie firm. Choć to zapewne wierzchołek góry lodowej, bo skarżą się nieliczni, najczęściej ci, którzy już nie mają firmy. Ostatni - opisywany przez prasę - przykład to plajta firmy handlowej Atrap po kontroli, która trwała 560 dni, a powinna zgodnie z ustawą 12. Czy zatem będziemy krajem ludzi przedsiębiorczych, o których z uznaniem wyrażał się niedawno minister finansów Rostowski, że prowadząc swe nie największe przecież biznesy, uczciwie płacą podatki i pomimo problemów gospodarki są dostarczycielami największych pieniędzy do budżetu. Czy raczej krajem związkowych działaczy próbujących wyciągać z tego budżetu pieniądze?

Jacek Ratajczak

Redaktor Naczelny

 




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!