Felieton: Katastrofa budżetowa
Autor: Janusz Korwin-Mikke
KATASTROFA BUDŻETOWA
Ludzi w Polsce interesuje, czy Roman Polański zostanie przez Szwajcarów wydany Ameryce. Trochę interesują się zmontowaną przez służby specjalne aferą z kilkoma panami z Mossadu, którzy mieli kupić (nie wiem, po co?) dwie stocznie - a już prawie w ogóle: aferą podsłuchową. Bo też istotnie: pana Kazia spod budki z piwem i tak nikt podsłuchiwać nie będzie.
Natomiast sprawa budżetu dotyczy - wydawałoby się - wszystkich. Tym niemniej właśnie tym nie interesuje się prawie nikt. Projekt budżetu przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie właściwie bez echa. Tymczasem przeczytanie tego dokumentu powoduje, że na głowie włos rzadki mi się jeży.
Bo też rzadko się zdarza, by budżet krytykowano i z lewa (np. p. Dariusz Rosati z SdPl) i z prawa (np. ja) - a także niezależni ekonomiści: sympatyzujący bardziej z PO - prof. Stanisław Gomułka i publicyści, np. p. Michał Zieliński z „Wprost", raczej PO nielubiący...
Zacznijmy od budżetu tegorocznego. Mimo gadaniny o rzekomym kryzysie deficyt był umiarkowany, jeśli idzie o budżet państwa. Musicie jednak Państwo wiedzieć, że w Polsce istnieją trzy budżety: III RP, ZUS-u z przybudówkami oraz rozmaitych Funduszów, Fundacyj i mniej lub bardziej państwowych agencyj. Do ZUS-u dopłaca się z budżetu państwa - i po przeniesieniu tej dopłaty budżet ZUS-u jest zazwyczaj większy od budżetu całej III RP!! Ten trzeci to ok. 70% budżetu III Rzeczypospolitej.
Otóż te dwa budżety są w bardzo złym stanie, np. ZUS-owi zabraknąć może 8 mld zł, a banki, pamiętające katastrofę w Argentynie, nie śpieszą się z pożyczkami. Natomiast rok przyszły jest wyborczy, więc partie rządzące tak ustawiły wydatki, by przekupić wyborców. A ponieważ pieniądze na drzewach nie rosną, postanowiły je dodrukować. Deficyt budżetu ma wynieść w przyszłym roku 52,2 mld zł!!
Gdy sobie przypomnimy, jak ostro krytykował p. Donald Tusk znacznie mniejsze deficyty poprzednich rządów...
Co gorsze: jest to tylko część prawdy. Według różnych ekonometrów deficyt w przyszłym roku wyniesie - jeśli uwzględnić wszystkie trzy budżety - ok. 90 mld zł. Czyli każdy dorosły Polak zostanie zadłużony na prawie 4000 zł.
Jest tak: państwo nakłania ludzi do oszczędności - ludzie składają pieniądze w bankach - banki pożyczają te pieniądze rządowi - i biorą w zamian „obligacje", które wkrótce będą warte (jak w Argentynie) niewiele więcej, niż papier, na jakim je wydrukowano.
Ciekawe, że „Rząd" PO-PSL, tak zazwyczaj uległy wobec Brukseli, tu, gdzie Komisja Europejska ma rację, ustąpić nie chce i pieniądze dodrukuje. Cóż: wybory tuż-tuż.
Co robić?
Przede wszystkim nie trzymać pieniędzy w obligacjach. Ani w złotówkach. Nie należy również trzymać ich w dolarach, ani w €urosach - pamiętać bowiem należy, że p. Jerzy W. Bush oraz Benedykt Hussein Obama z zadziwiającą zgodnością dodrukowali ogromne ilości pieniędzy.
Zaczęła to też Wielka Brytania: cóż - w maju wybory. Najlepszą lokatą wydaje się ostatnio platyna, ale i złoto nie jest do pogardzenia. Złoto zresztą - wbrew temu, co Państwo czytacie - wcale nie idzie w górę: to papierowe waluty dość zgodnie spadają.
Rządy wszystkich krajów są zdecydowanie przeciwne powrotowi do normalności, czyli do waluty złotej lub srebrnej. Są przeciwne - bo wtedy nie dawałoby się okraść ludzi poprzez dodrukowanie papieru.
Czy jest szansa, by rządy samo-się-ograniczyły? Cóż - gdy w 1992 r. zażądałem w Sejmie konstytucyjnego zakazu deficytu budżetu, usłyszałem ze wszystkich ław gromki śmiech. Potem tego samego zażądali: w USA ówczesny prezydent, Jerzy Bush Sen., a w Czechach ówczesny premier, p. Wacław Klaus.
I też ich odesłano do kąta. Chęć okradania obywateli jest w d***kracji zbyt wielka...