Od Redakcji
Autor: Jacek Ratajczak
HANDLOWCY - LIDERZY PRZEDSIĘBIORCZOŚCI
Listopadowe krótkie pochmurne dni na ogół nie napawają optymizmem. Jednak dla braci handlowej to ukoronowanie pracowitego roku. Listopad bowiem jest miesiącem, w którym handel wkracza powoli w zbliżający się okres świątecznego amoku zakupowego. Pierwsze przymiarki do wigilijnego menu zaowocują już wkrótce pełną gamą asortymentu na półkach. Właściciele sklepów zacierają ręce - wprawdzie czeka ich więcej pracy, ale i obroty, i zyski będą wprost proporcjonalne do wkładu pracy. A Polacy nie żałują pieniędzy na świąteczne produkty, zaoszczędzą na innych wydatkach, by na świątecznym stole zagościły ulubione potrawy, a pod choinką pojawiły się prezenty dla najbliższej rodziny.
Święta zresztą mają to do siebie, że na te kilka dni odrywamy się od otaczającej nas rzeczywistości. Na świat patrzymy wówczas inaczej, starając się widzieć więcej pozytywów niż negatywów. Szkoda, że trwa to zaledwie kilka dni... Bo świat wokół nas raczej przeraża, niż cieszy. Weźmy pod lupę „rodzime" podwórko - afera goni aferę: stoczniowa, hazardowa, podsłuchowa... Politycy czasu nie marnują, w mediach o nich głośno. Na szczęście nie ma to większego przełożenia na los Polaków, bardziej cierpi wizerunek kraju. A rodaków i tak coraz mniej interesują przepychanki pomiędzy partiami, za to coraz częściej dostrzegają oni pozorowanie działań przez polityków, tak przecież odległe od składanych wyborcom deklaracji. Gorzej, jeśli rzadko wyzwalana przez rządzących energia skieruje swój impet w niewłaściwym kierunku i popsuje to, co działa właściwie. A to już musi budzić uzasadnione obawy.
Handel słusznie nazwany został kołem zamachowym polskiej gospodarki, segmentem, który w najmniejszym stopniu dotknęło spowolnienie gospodarcze. Koło zamachowe dotąd kręciło się właściwym rytmem, choć na spotkaniu, na które miałem zaszczyt być zaproszony, w szacownym hotelu Hyatt, w równie szacownym gronie, wśród wielu ciekawych wystąpień, jeden z uczestników postawił śmiałą tezę, że dynamiczny rozwój polskiego handlu w dużej części jest wynikiem braku uregulowań prawnych, czyli tak naprawdę braku ingerencji polityków w tę gałąź gospodarki. Bo z handlem rządzący nigdy nie mieli problemów - nie generował tysięcy bezrobotnych, uczciwie płacił niemałe podatki, sam się modernizował. Jednym słowem prymus w szkole przedsiębiorczości. Można z tym zdaniem polemizować, bo nie wszyscy stali się beneficjentami przemian. Zapewne wybór opcji: czy kształtować odgórnie przeobrażenia dokonujące się w polskim handlu, czy zupełnie nie wtrącać się w procesy rynkowe, będzie budził żywe emocje, a każdy z wymienionych wariantów będzie miał swoich zagorzałych zwolenników, ale i antagonistów. Jednak najistotniejsze w tym wypadku jest ustanowienie równych reguł gry dla wszystkich jej uczestników, i to zarówno na poziomie zobowiązań, jak i czerpanych profitów.
Jacek Ratajczak
Redaktor Naczelny