Reportaż - Handel na Dachu Świata
Autor: Wiesław Generalczyk Leszek Grochulski - Korespondencja własna
HANDEL NA DACHU ŚWIATA
Chcąc zobaczyć, jak wygląda handel w różnych krajach, postanowiliśmy się udać do jednego z najbiedniejszych, ale jednocześnie najpiękniejszych - do położonego w Himalajach Nepalu. Nie bez znaczenia był fakt, że jest to także jeden z najtańszych dla turystów krajów na świecie.
Nepal ze swoim dochodem narodowym na głowę mieszkańca wynoszącym 1142 dolary znajduje się na 163. miejscu listy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (dane za rok 2008). Dla porównania nasz kraj jest na 50. miejscu z dochodem 17 482 dolarów. Podstawą gospodarki Nepalu jest tradycyjne, niskotowarowe rolnictwo (wytwarza ok. 45% produktu krajowego brutto). Znaczenie rolnictwa maleje wraz ze wzrostem turystyki i trudno się temu dziwić, gdyż powierzchnię Nepalu zajmuje zaledwie 13% gruntów ornych (z czego znaczną część stanowią uprawy tarasowe). Sektor usługowy (z dominującą turystyką i handlem) dostarcza już 42% produktu krajowego brutto.
Stolica
Po przylocie do stolicy Nepalu - Katmandu - zaskoczeń było mnóstwo. Wąskie uliczki zatłoczone autami i motocyklami, poruszającymi się z lekceważeniem wszelkich reguł - choć bezpiecznie, nieznane zapachy, ale przede wszystkim wszechobecne sklepiki i stragany z żywnością. A sklepów jest mnóstwo. Praktycznie każdy położony przy ulicy dom ma parter przeznaczony na handel. Handel w większości spożywczy. Przeciętny sklep nepalski ma ok. 5 m2, a zakupy w nim robi się stojąc na schodach lub na ulicy. W środku zestaw produktów, który w bardziej rozwiniętych gospodarkach znajduje się w sklepach convinience, a tu możemy nazwać je raczej sklepami wielobranżowymi. Wszechobecna Coca-Cola (a także Fanta i Sprite) w towarzystwie Pepsi (z 7Up), słodycze Nestlé, Cadbury, Kraft, Storck, Ferrero, Perfetti van Melle, chipsy Lay's i Pringles (Procter&Gamble), kosmetyki Unilever (reprezentowane przez szampony Timotei oraz mydło Dove), baterie Energizer oraz Duracell, papierosy Marlboro, Camel. Także piwo światowych - Tuborg oraz Heineken, azjatyckich - San Miguel i miejscowych marek - Mount Everest. I jeszcze trochę miejscowych produktów - ciastka, papierosy, napoje i zupki w proszku, które tutaj najczęściej spożywa się jako przekąskę - bez wody. Miejscowych, czyli albo nepalskich, albo indyjskich. Nepal bowiem związany jest blisko z Indiami, tak politycznie, jak i gospodarczo, czego przejawem jest na przykład unia celna, dzięki której indyjskie towary w szerokiej (oczywiście, jak na nepalskie kategorie) ofercie znajdują się w sklepach.
Sklepy to jednak niejedyne miejsce zaopatrzenia Nepalczyków. W mieście znajduje się kilkanaście - jeśli nie kilkadziesiąt - bazarów, które są podstawowym miejscem zakupu żywności dla ponad milionowej ludności Katmandu. A na bazarach - jak to na bazarach - znajdziemy wszystko. Od jogurtu z mleka jaka, poprzez owoce do mięsa (choć jako w większości wyznawcy hinduizmu, Nepalczycy jedzą go niewiele).
Nasze poszukiwania doprowadziły nas do jedynego, niedawno otwartego, centrum handlowego w Katmandu. Wewnątrz znajdowało się kilkadziesiąt sklepów, ale żaden z nich nie był sklepem spożywczym. Ot, standard - odzież, artykuły gospodarstwa domowego, elektronika. Stwierdzić to trzeba z całym naciskiem. W Nepalu nie ma żadnych sieci handlowych. Żadnych dyskontów, super- i hipermarketów. Nie widzieliśmy marek własnych. Tylko wolny i nieskrępowany, drobny handel. Nie od rzeczy będzie w tym miejscu wspomnieć o obciążeniach fiskalnych, z jakimi mają do czynienia nepalscy handlowcy. Podatek VAT wynosi tam 13%, istnieje także podatek dochodowy w wysokości 16%. I to wszystko. Nie ma instytucji ubezpieczenia społecznego. Czyli nie ma emerytur, ani rent, ani też wpłat na nie. Także usługi medyczne nie są objęte żadnym rodzajem ubezpieczenia. Nie ma więc świadczeń ochronnych, ale zamiast nich jest coś, co w bardziej rozwiniętych krajach poszło już w większości w zapomnienie. Są bardzo silne więzy rodzinne. Cała rodzina wspiera się w razie potrzeby - z jednej strony wspólnie łożąc na edukację dzieci, z drugiej utrzymując osoby starsze, które już nie mogą pracować I wszystkie te trybuty czynione są po prostu z miłością. Inne słowa nie pasują do uczuć, jakimi obdarzają się nepalskie rodziny.
Wracając do handlu, konkurencja jest olbrzymia. Sklepik obok sklepiku, praktycznie z tym samym wyborem towarów. Wygrywają więc handlowcy, którzy zyskają większą sympatię kupujących.
A sympatię taką zyskuje się przez niski poziom cen oraz uprzejmą obsługę. Nie jest więc niczym dziwnym wręczenie przez sprzedawcę wizytówki sklepu, co nam się notorycznie zdarzało nawet przy zakupie tylko butelki wody oraz uprzejme zaproszenie do ponownych odwiedzin. I co jest niezwykle ważne, wszyscy sprzedawcy lepiej lub gorzej znają język angielski.
Nie powiedzielibyśmy prawdy, gdybyśmy nie wspomnieli o dwóch olbrzymich, bo o powierzchni jakichś 150 m2 sklepach, w których zdarzało nam się robić zakupy. Ale trzeba dodać, że obydwa znajdują się na Thamelu, turystycznej dzielnicy Katmandu z mnóstwem restauracji i hotelików. Tam zwykle prowadzą drogi zachodniego turysty, i tam znajduje się dla niego specjalna oferta. Sklepy te, noszące dumną nazwę supermarketów, oferują duży wybór produktów niespotykanych gdzie indziej w tym kraju, a do których zachodni turyści są przyzwyczajeni. Na Thamelu także można kupić pieczywo w europejskim stylu: bułeczki, croissanty, chleb. Dla turysty wszystko!
Himalaje
W poszukiwaniu handlu „wysokiego poziomu" zdecydowaliśmy się odwiedzić dolinę Solo Khumbu. Jest to jedno z najwyżej położonych miejsc na świecie, gdzie jeszcze mieszkają ludzie. Ludzkie siedliska położone są tu nawet na wysokości dochodzącej do 5 tys. m n.p.m. A tam gdzie ludzie, tam i handel. Dolina Solo Khumbu jest często także odwiedzana przez turystów, bo tu znajdują się cztery z najwyższych gór na świecie, na czele z najwyższą - Everestem (8850 m n.p.m.). Cały ten obszar zajmuje Park Narodowy
Sagarmatha, który w zeszłym roku odwiedziło 30 500 turystów. Dotrzeć tam można na dwa sposoby - autobusem z Katmandu do Jiri i 9 dni pieszej wędrówki do granic Parku lub samolotem do Lukli i tylko 2-dniowa piesza wędrówka. Polecieliśmy samolotem i już po dwóch dniach wędrówki stanęliśmy u bramy Namche Bazaar, zwanej stolicą Szerpów (rdzennych mieszkań ców tych okolic). Po drodze mijaliśmy kilka miejscowości, w każdej z nich było co najmniej kilka lub nawet kilkanaście sklepów. Zaopatrzenie oczywiście skromniejsze niż w Katmandu, ale była i Coca-Cola, i Pepsi, słodycze firm: Kraf, Cadbury, Nestlé i Storck; podstawowe kosmetyki (m.in. Timotei, Dove, Colgate) oraz baterie Energizer i Duracell. Także papierosy Marlboro, Camele; piwo Tuborg i Mount Everest. No i oczywiście butelkowana, filtrowanawoda, gdyż spożywanie wody niefiltrowanej grozi turystom problemami żołądkowymi. Dalej zastanawiał nas brak marek nam nieznanych (wliczając w to nawet miejscowe). Wytłumaczenie tego okazało się proste. Głównymi klientami tych sklepików są turyści. A turyści nie kupują produktów nieznanych marek, gdyż nie mają do nich zaufania.
Namche Bazaar to w kategoriach himalajskich całkiem spore miasteczko. Kiedyś miejsce targów (stąd zresztą nazwa), na które docierali nawet mieszkańcy Tybetu, teraz wyspecjalizowało się w obsłudze turystów i himalaistów. Oprócz więc mnogości sklepów spożywczych, hoteli i restauracji, znaleźliśmy tu nawet sporą drogerię. Wybór produktów w sklepie był zaskakująco duży. A biorąc pod uwagę fakt, że wszystko musi tu być dostarczone za pomocą najstarszej formy transportu, czyli na plecach tragarzy, zaskoczenie jest tym większe. Każda butelka napoju, każde opakowanie słodyczy - wszystko to musi być po prostu przyniesione. Chociaż bardziej prawidłowo byłoby stwierdzić - wniesione. Jesteśmy przecież w najwyższych górach świata - Himalajach - gdzie nic nie jest łatwe.
Po jednodniowym odpoczynku i aklimatyzacji (Namche leży na wysokości ok. 3500 m n.p.m.) udaliśmy się w dalszą wędrówkę do wytyczonego celu, jednego z najwyżej na świecie położonych sklepów spożywczych, miejscowości Gokyo. Po wyczerpującej dwudniowej wędrówce znaleźliśmy się na miejscu. Gokyo leży na wysokości prawie 5 tys. m n.p.m., nad kilkoma wysokogórskimi jeziorami i jest jednym z częściej odwiedzanych miejsc w wysokich Himalajach. A to dzięki szczytowi Gokyo Ri (5460 m n.p.m.), z którego rozciąga się spektakularny widok na wysokie Himalaje i górujący nad wszystkim Everest. Sklep w Gokyo nie odbiega ani powierzchnią, ani asortymentem od typowych nepalskich sklepów. Zważywszy jednak, że znajduje się na wysokości prawie 5 tys. m n.p.m. i literalnie wszystko, co znajduje się na jego półkach musi zostać tu wniesione (piesza droga z Jiri trwa od 12 do 14 dni, a z Lukli 6 dni) zaopatrzenie jest imponujące. Znaleźliśmy tu w zasadzie wszystko, czego może potrzebować spragniony znanych smaków turysta.
Warto jeszcze dodać parę słów o nepalskich handlowcach. Uśmiech, i to prawdziwy, szczery, a niewyuczony podczas szkoleń, nie opuszcza ich twarzy. Nawet marudny klient nie spotka się z najmniejszymi przejawami zniechęcenia. Bo klient z nepalskiego sklepu zawsze musi wyjść zadowolony. I zawsze zadowolony wychodzi. A wyprawę naszą w najwyższe góry świata uwieńczyło wejście na szczyt Gokyo Ri.
Galeria