Rozmowa z prof. Krzysztofem Rybińskim, profesorem SGH i dyrektorem programu Sprawne Państwo w Ernst & Young, w latach 2004-2008 wiceprezesem NBP
Autor: Jacek Ratajczak
IGNOROWANI PRZEDSIĘBIORCY MOTOREM ROZWOJU
Jacek Ratajczak: Niedawno stwierdził Pan, że w Polsce nadal mamy gospodarkę dwutorową, czyli z jednej strony zdrowy, prężny sektor prywatny, w przeważającej części składający się z małych i średnich przedsiębiorstw, a z drugiej - obszar chory, deficytowy, składający się z reliktów socjalistycznej spuścizny oraz sektora finansów publicznych. I ta chora część gospodarki, poprzez wysuwanie wygórowanych żądań, groźby strajków oraz dzięki antyreformatorskiemu nastawieniu polityków, cały czas żeruje na sukcesach sektora prywatnego. Czy w obliczu nadchodzących wyborów: prezydenckich i parlamentarnych mali i średni prywatni przedsiębiorcy, czyli nasi Czytelnicy, mogą liczyć na zmiany?
PROF. KRZYSZTOF RYBIŃSKI: To prawda, gospodarka jest dwutorowa. Sektor prywatny jest zdrowy, zdolny do konkurowania z firmami zagranicznymi na rynku krajowym i na rynkach zagranicznych. Z drugiej strony mamy sektor finansów publicznych, który pod względem mentalności, organizacji pracy i efektywności tkwi jeszcze w poprzedniej epoce. Do tej pory przedsiębiorcy mówili, że niech tak będzie, byleby tylko im nie przeszkadzano. Ale ten okres się kończy, i bez drugiej fali reform, polscy przedsiębiorcy już za kilka lat odczują brzemię nieefektywnego sektora finansów publicznych. Reforma KRUS, reforma emerytur mundurowych, zniesienie przywilejów branżowych, powszechne opodatkowanie, wydłużenie wieku emerytalnego, dokończenie prywatyzacji, to tylko pierwsze niezbędne reformy, które musimy przeprowadzić w najbliższych latach. Ale trzeba iść dalej, i wdrażać reformy drugiej generacji, czyli wprowadzać w sektorze publicznym bodźce do pozytywnych zachowań: np. jeżeli urząd skróci średni czas wydawania zezwolenia, to pracownicy w to zaangażowani otrzymują nagrody; jeżeli zespół osób zaproponuje oszczędności w ministerstwie lub urzędzie przy zachowaniu jakości pracy, to w formie premii dostaje pewien procent tych oszczędności. Mam takich dobrych bodźców zaprojektowanych kilkadziesiąt, ich wdrożenie w ciągu kilku lat przemieniłoby zapyziały, zanurzony w oparach socjalizmu sektor finansów publicznych w nowoczesną administrację publiczną i nowoczesne usługi publiczne. Czy takie zmiany są możliwe w najbliższych latach? Wydaje się, że rząd Donalda Tuska już pokazał prawdziwą twarz, a ostatnia próba demontażu systemu emerytalnego jest antyreformą i kreatywnym budżetowaniem. Dlatego nie liczyłbym na żadne reformy do wyborów parlamentarnych. Ale jest też dobra wiadomość, do Polski szerokim strumieniem płyną środki unijne, które modernizują polską infrastrukturę, dają impuls popytowy. To powinno dać naszej gospodarce silny impuls rozwojowy, pomimo braku reform. Dlatego, jak już minie pokryzysowe spowolnienie, Polska powinna wejść na ścieżkę wzrostu rzędu 4-5%. Bez reform ten okres potrwa kilka lat, z reformami wzrost może sięgnąć 7-8% i potrwać dekadę.
W jednym z wywiadów w tvn24 podał Pan przykład Chorwacji, kraju, który nie należy przecież do UE, był zniszczony po rozpadzie Jugosławii, a wybudował autostrady szybciej od nas i bez pomocy z zewnątrz. Czy jesteśmy w stanie zlikwidować bariery, które silnie hamują nasz rozwój (brak autostrad, szybkiej kolei, lotnisk, nowoczesnej telekomunikacji, zaplecza naukowego dla przemysłu)? Stwierdził Pan, że jeśli zmarnujemy następną dekadę, to już nigdy nie dogonimy najwyżej rozwiniętych krajów.
Niestety stwierdzenie, że gdyby nie środki unijne, to w Polsce nigdy by nie było autostrad, jest prawdziwe. Widać to po stanie finansów publicznych, gdzie mamy dziurę w wysokości 100 mld zł, czyli 7% PKB. Ten brak własnych środków na inwestycje w infrastrukturę wynika z olbrzymiego usztywnienia budżetu, przy czym znaczna część wydatków jest źle adresowana. Według różnych szacunków od 50% do 80% pomocy socjalnej trafia do rodzin bogatych lub średniozamożnych. W KRUS-ie topimy 16 mld zł, a tymczasem dzieci wiejskie i w małych miasteczkach mają najtrudniejszy w Europie dostęp do przedszkoli, co silnie negatywnie wpływa na ich rozwój już na początku edukacji, gdy stopa zwrotu z inwestycji w edukację jest największa. Musimy zmienić finanse publiczne, także by pomoc socjalna była tylko dla biednych rodzin, oraz żeby były pieniądze na inwestycje w infrastrukturę: zarówno liniową, jak i wiedzy. Natomiast nie ulega żadnej wątpliwości, że jeżeli nie zaczniemy inwestować od zaraz, to gdzieś w połowie tej dekady rozwój Polski zostanie zatrzymany przez brak stabilnego dostępu do energii elektrycznej. Inwestujemy za mało w moce wytwórcze, a stan infrastruktury przesyłowej jest dramatyczny. W zasadzie potrzebny jest drugi wielki projekt elektryfikacji Polski, tylko czy ktoś o tym mówi. Inne wyzwanie to polityka klimatyczna, do 2020 r. musimy radykalnie ograniczyć emisję dwutlenku węgla, przestawić się na czyste technologie, wdrożyć postawy energooszczędne. Na razie dużo o tym mówimy i prawie nic się nie dzieje. Bez tych zmian wysokie podatki nakładane na emisję CO2 zniszczą znaczną część polskiego przemysłu. Te ryzyka pojawią się już w najbliższej dekadzie, za to w kolejnej, po 2020 r. zaczniemy bardzo silnie odczuwać proces starzenia się społeczeństwa, będziemy o wiele trudniej się rozwijać, pojawi się olbrzymia presja na system emerytalny. Jak nie uda nam się dogonić Niemiec pod względem poziomu rozwoju do 2020 r., to potem już się na pewno nie uda. Czy my w ogóle w Polsce o tym debatujemy? Zamiast mówić o sprawach ważnych, zajmujemy się tematami zastępczymi, powołujemy kolejne komisje śledcze, albo demontujemy system emerytalny. Wstyd.
Problemem sektora MŚP jest brak zewnętrznych środków finansowych na rozwój. Rząd zupełnie nie docenia jego roli, mimo że to największy pracodawca i dostarczyciel pieniędzy do budżetu. Także banki wolą pożyczać Skarbowi Państwa, niż kredytować inwestycje w przedsiębiorstwach. W jaki sposób dowartościować ten sektor? Dobrym przykładem jest konkurs Przedsiębiorca Roku organizowany przez Ernst & Young.
W ramach konkursu Ernst & Young nagradzamy te firmy, które odniosły sukces i mogą być wzorem dla innych, ale także te, które są innowacyjne i mają olbrzymi potencjał na przyszłość. W Polsce zalewa nas powódź złych, negatywnych informacji, dlatego bardzo ważne jest, żeby nauczyć się dostrzegać sukcesy, celebrować sukcesy, cieszyć się z tego, że innym się udało i brać z nich przykład. Ale potrzebna jest też zmiana mentalna. Przedsiębiorcy są motorem rozwoju kraju i powinni mieć bardzo dobre warunki do rozwijania biznesu, bo to oznacza większe zatrudnienie, większą sprzedaż i na końcu większe podatki (CIT, VAT i PIT) dla budżetu. Dlatego trzeba eliminować bariery dla sprawnego prowadzenia biznesu. Trudno bankom kredytować firmy, jeżeli ZUS pożycza od banków 9 mld zł, bo dostał za małą dotację z budżetu. Po co rozpatrzyć 90 000 wniosków na 100 000 zł każdy dla MŚP, skoro można udzielić jednego megakredytu, w ten sposób chory sektor finansów publicznych wypycha prywatnego przedsiębiorcę z rynku kredytów. Jak to możliwe, że do tej pory przedsiębiorca nie może załatwić wszystkiego w urzędzie za pomocą Internetu, przecież mamy najlepszych studentów informatyki na świecie, którzy wygrywają międzynarodowe konkursy. Zamiast zero okienka, mamy bezsensowną porażkę projektu jedno okienko. Dlaczego ciągle na uzyskanie zgody na budowę nieruchomości komercyjnej czekamy w Polsce 3-5 razy dłużej niż w wielu innych krajach UE? Dlaczego kodeks pracy w Polsce jest ciągle taki, jak w socjalizmie? I tak dalej. To wszystko trzeba zmienić, żeby polscy przedsiębiorcy mogli skupić się na prowadzeniu biznesu i zarabianiu pieniędzy, zamiast toczyć boje z urzędami i bankami.
Małe firmy szybko reagują na potrzeby rynku. To przejaw zdrowej konkurencji. Część z nich nagina jednak prawo. Przykładem jest rejestrowanie działalności w rajach podatkowych w celu obniżenia kosztów. Niektóre kraje zapowiedziały walkę z takimi praktykami. Polski fiskus niestety słabo sobie radzi z tym problemem, skutecznie tropi jednak nawet najmniejsze uchybienia przedsiębiorców działających w kraju. Jak wybrnąć z tej sytuacji?
Powtórzę jeszcze raz. Mamy wadliwy system bodźców w administracji publicznej. Gdyby premie w Urzędach Skarbowych zależały jednocześnie od wysokości ściągniętych podatków i poziomu zadowolenia firm jako klientów Urzędów Skarbowych, to w krótkim czasie można by zmienić obecny stan rzeczy. W najbliższych latach prowadzenie działalności za pomocą spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych będzie utrudnione na skutek decyzji podjętych przez grupę G20, służby skarbowe będą miały łatwiejszy dostęp do danych. Ale kreatywność ludzka jest większa niż wyobraźnia regulatorów, zatem zapewne pojawią się nowe raje podatkowe albo nowe sposoby unikania płacenia podatków. Chociaż warto pamiętać, że są dwie pewne rzeczy w życiu człowieka: śmierć i podatki.
Handel jest obecnie uważany za koło zamachowe gospodarki. Handel w branży FMCG (dóbr szybko zbywalnych) praktycznie nie odczuł znamion recesji, ponadto jest to dziedzina gospodarki, która od lat działa w warunkach konkurencji i przeszła gruntowne zmiany. Jakie, Pana zdaniem, perspektywy ma przed sobą ten sektor gospodarki?
Nie zajmuję się analizą branży FMCG, więc mogę się podzielić tylko ogólnymi wnioskami wynikającymi z sytuacji gospodarczej. Konsument w Polsce okazał się dużo silniejszy niż przeciętny Europejczyk, w wielu krajach sprzedaż spadła, często znacząco, podczas gdy w Polsce konsumpcja cały czas rośnie, tak było również podczas poprzedniego spowolnienia w latach 2001-2003. Polskie gospodarstwa domowe są bardzo mało zadłużone w porównaniu z innymi krajami, więc siła nabywcza nie będzie ograniczana wysokimi ratami kredytów. Mamy przed sobą kilka lat solidnego wzrostu (począwszy od 2011 r.), co będzie sprzyjało wzrostowi płac. Zatem z perspektywy makroekonomicznej po słabym 2010 r. branżę FMCG czeka kilka dobrych lub bardzo dobrych lat.
Nasi Czytelnicy chcą uczciwie zarabiać i płacić podatki do polskiego budżetu, marzą o tym, aby państwo, które im nie pomaga, chociaż nie przeszkadzało i pozwoliło najpierw wygenerować zyski? Trudno im się równać z zagranicznymi firmami, za którymi z reguły stoi wielki kapitał, sprawdzone know how i mniejszy fiskalizm. Co by Pan im doradził, aby mogli skutecznie konkurować?
Po pierwsze, niech przedsiębiorcy przekonają swoje rodziny i swoich pracowników, żeby wybrać w 2011 r. takie osoby do parlamentu, które przeprowadzą konieczne reformy, wtedy będziemy mieli złotą polską dekadę. Po drugie, prowadzić działalność w takich obszarach, na których dobrze się znamy. Jeżeli ktoś się świetnie zna na logistyce sprzedaży, ale bierze się za deweloperkę, bo „tam się zarabia", to jest to przepis na porażkę w biznesie. Po trzecie, działać w tych segmentach rynku, gdzie są wysokie marże. Po czwarte, działać szybko, wykorzystywać okazje, bo za pół roku ktoś inny wpadnie na ten sam pomysł i zajmie rynek. Po piąte, być innowacyjnym. Nowy produkt, nowi klienci, nowy sposób sprzedaży. W miarę jak Polska się bogaci, coraz trudniej będzie zbudować sukces na konkurencyjności kosztowej, a coraz bardziej będzie liczyła się innowacyjność.
Dziękuję za rozmowę.