Kolejne kraje "starej" Unii Europejskiej otwierają swoje rynki pracy. Polscy rządzący uznają to za sukces. Czy naprawdę jednak jest to powód do dumy? Osoby prowadzące działalność gospodarczą z pewnością się z tym nie zgodzą. Nasz kraj przeżywa bowiem prawdziwy exodus. Każdy kto może: od studenta po wykwalifikowanego pracownika, jak tylko ma okazję, wyjeżdża za granicę. Efekt jest taki, że już dziś w wielu profesjach zaczyna brakować kadry. Odczuwają to także właściciele sklepów — rotacja sprzedawców nigdy chyba nie była tak duża, jak obecnie. Jak tak dalej pójdzie to niedługo w Polsce nie będzie "rąk do pracy", ale rządzący i tak uznają to za sukces... Na szczęście nie wszystkim problem wyjazdu pracowników jest obojętny. Władze Wrocławia rozpoczęły akcję mającą zachęcić Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii i Irlandii do powrotu do kraju. Polacy będą namawiani do powrotu podczas spotkań organizowanych w kościołach, na dyskotekach i modnych klubach. Na ulicach zawisną billboardy namawiające rodaków do osiedlenia się we Wrocławiu. W mieście tym już dziś brakuje wykwalifikowanych specjalistów z wielu branż.
To nie jedyny przykład hipokryzji naszych władz. Kolejnym może być cały system bezstresowego wychowania nieletnich. System, który nieletniemu pozwala niemalże na wszystko. Efekty jakie są — widać gołym okiem. Boją się ich nauczyciele, policjanci itd. Ci pierwsi nie mają prawa zwrócić nawet nieletniemu uwagi, bo zaraz są oskarżani o naruszanie praw ucznia. Ci drudzy — doskonale wiedzą, że nieletniemu niewiele można zrobić. Nawet jeśli ukradnie coś w sklepie. Do czego to może doprowadzić — pokazały wydarzenia w Belgii. Dwoje nieletnich z "bezstresowej Polski" zasztyletowało rówieśnika...
Tak więc "boże igrzyska" w Sejmie trwają, a ich konsekwencje ponosimy wszyscy. Miejmy nadzieję, że rządzący się obudzą zanim będzie za późno.
Maciej Cybulski
redaktor naczelny


