Kary i kontrole to ostatnio jedne z częściej używanych słów przez rządzących polityków. Stały się one niemalże synonimami wprowadzania w życie nowych przepisów. Przykłady można by mnożyć — od pomysłu karania przedsiębiorców kwotą do 2 mln złotych za błąd w fakturze, do kuriozalnej wręcz propozycji karania kwotą, bagatela, nawet 20 mln złotych za wykroczenie przeciwko prawom zatrudnionych. Co ciekawe — ten drugi zapis znalazł się w prezydenckim projekcie ustawy o odpowiedzialności za czyny przeciwko prawom osób wykonujących pracę zarobkową... Nasi czytelnicy handlowcy są karani i kontrolowani przez m.in.:
— Sanepid
— Inspekcję pracy
— Urząd skarbowy
— ZUS
— Straż pożarną
— ZAIKS
— Straż miejską
— Nadzór budowlany
— Komisje samorządu terytorialnego m.in. komisja ds. bezpieczeństwa (zajmuje się porządkiem w obrębie sklepu), komisja ds. handlu (kontroluje godziny otwarcia placówki), komisja ds. kontroli przydzielania koncesji na sprzedaż alkoholu (sprawdza, czy placówka handlowa spełnia warunki konieczne do zdobycia koncesji).
Dodać należy do tego różne organizacje społeczne np. komitety osiedlowe itd.
A kto kontroluje polityków i twórców tych często nieprecyzyjnych i niedopracowanych przepisów? Wystarczy obserwować ostatnie wydarzenia na naszej scenie politycznej. Pozostawiam to bez komentarza...
Na całe szczęście przedsiębiorcy, w tym handlowcy, nie mają inklinacji do takich zachowań, jak politycy. I tylko dlatego nasza gospodarka jeszcze ma się dobrze. Pamiętajmy jednak, że w długofalowej perspektywie korelacja między polityką i gospodarką jest nieunikniona.
Maciej Cybulski
redaktor naczelny


