Anna Steckiewicz – laureatka Hermesa Poradnika Handlowca 2011
Data: 2011-06-09
Rozmowa z Anną Steckiewicz, właścicielką sklepu „Sisters" w Gdańsku
KONTYNUUJE RODZINNE TRADYCJE
Jacek Ratajczak: Pani Anno, tradycje kupieckie w Pani rodzinie sięgają czasów sprzed... II wojny światowej. Podobno już Pani prababcia zajmowała się kupiecką profesją.
Anna Steckiewicz: Tak, to prawda. Prababcia prowadziła w Gdyni na hali dużą - jak na owe czasy - hurtownię nabiałową oraz dwa razy w tygodniu - we wtorki i piątki - handlowała na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Z kolei moja babcia po wojnie przeniosła się do Gdańska, gdzie sprzedawała również nabiał, ale dodatkowo poszerzyła asortyment o owoce i warzywa. Po babci sklep przejęła moja mama. Po pewnym czasie wciągnęła w handlowanie także mnie z siostrą. Na początku buntowałam się, bo miałam inne życiowe plany, ale obecnie uważam, że to był dobry wybór, dlatego kontynuuję rodzinne tradycje.
Czy lokalizacja Pani sklepu jest jego atutem?
Sklep jest położony w dzielnicy Wrzeszcz, w okolicy są domy wielorodzinne. Klientami są głównie osoby starsze, które pamiętają jeszcze moją mamę. W najbliższym otoczeniu mam silnego konkurenta, jakim jest Biedronka. Jednak moi stali klienci podkreślają, że bardziej cenią sobie świeży, sprawdzony asortyment i dlatego u mnie kupują.
Nazwa sklepu „Sisters" („Siostry") to oczywiście nawiązanie do więzów rodzinnych.
Nazwę wymyśliłam sama. Mama jest już na emeryturze, a ja obecnie prowadzę sklep wspólnie z siostrą, stąd nazwa. Od początku miałyśmy czytelny podział ról. Ja zajmuję się sprzedażą, zaopatrzeniem, siostra także sprzedaje oraz prowadzi księgowość. Handlowanie sprawia mi dużą przyjemność, chociaż to ciężki kawałek chleba. W przyszłości marzy mi się jeszcze poszerzenie działalności, np. o gastronomię lub kwiaciarnię. Na pewno nie sprawdziłabym się za biurkiem, ponieważ lubię ruch i bezpośredni kontakt z ludźmi.
Dlatego oprócz działalności stricte handlowej działa Pani aktywnie w lokalnym zrzeszeniu kupieckim?
Tutaj również kontynuuję rodzinne tradycje. Moja babcia należała do zrzeszenia, a mama ma obecnie najdłuższy staż członkowski w naszej organizacji. Ponadto jestem też prezesem Pomorskiego Kupieckiego Stowarzyszenia Kobiet z siedzibą w Sopocie. Spotykamy się w gronie kobiet-przedsiębiorców, wymieniamy się doświadczeniami, organizujemy również porady prawne.
Pani Anno, Gdańsk słynie od wieków z handlu. Jak, Pani zdaniem, wygląda sytuacja kupców w Gdańsku? Czy władze miasta interesują się losem rodzimych przedsiębiorców?
Nasze protesty przeciwko obiektom wielkopowierzchniowym nic nie dały. A obecnie ciężko jest konkurować z supermarketami czy dyskontami. Ja jednak nigdy nie narzekam. Po prostu staram się dostosować do każdej sytuacji.
Pani sklep to przykład biznesu rodzinnego. Czy tego typu placówki mają w Polsce rację bytu?
W obecnych realiach ten typ działalności natrafia na spore bariery w postaci rosnących obciążeń fiskalnych. Ponadto koszty pracy są bardzo wysokie, więc ciężko się rozwijać. W ogóle brak klarownych rozwiązań, które wspomogłyby mniejszych przedsiębiorców. Z zazdrością patrzę, jak w niektórych krajach Unii Europejskiej podobne biznesy bez problemów prowadzą wielopokoleniowe rodziny.
Zatem w jaki sposób stara się Pani konkurować?
Codziennie osobiście przywożę świeży towar. Klient to widzi i docenia. Wstaję o 2 w nocy, jadę po towar, by do godziny 6 rano, gdy otwieramy sklep i przychodzą pierwsi klienci, asortyment znalazł się na półkach. Bo klient chce mieć świeży nabiał, owoce, warzywa, napoje, mrożonki, czy wszelkiego rodzaju przetwory. Jednocześnie staram się, aby towar był dostępny cenowo dla moich klientów, wśród których dominują ludzie starsi, wrażliwi na ten element. Zaopatruję się głównie w hurtowni Karolex. To hurtownia, do której mam pełne zaufanie. Handlowała z nimi już moja mama. Mają konkurencyjne ceny w porównaniu z dużymi lokalnymi oddziałami zagranicznych hurtowni. Dodatkowo w ten sposób wspieram polski handel.
Czy kiedykolwiek myślała Pani o przystąpieniu do którejś z sieci?
Powiem szczerze - cenię sobie niezależność. Nie lubię, jak ktoś mi dyktuje, na której półce ma stać butelka, a na której puszka.
Na zakończenie, gratulując Pani sukcesu, chciałbym zapytać, jakie znaczenie ma dla Pani przyznanie Hermesa w kategorii Handel detaliczny z tradycjami?
Jestem bardzo wzruszona przyznaniem tej nagrody. Na pewno moja mama ucieszy się z niej w równym stopniu. To w pewnym sensie i jej sukces. Chciałabym również w tym miejscu podziękować siostrze za jej wkład włożony w prowadzenie sklepu. Myślę, że przed nami jeszcze wiele lat wspólnej pracy. Będziemy się starać podnosić coraz wyżej poprzeczkę, bo wymagania konsumentów ustawicznie rosną. Muszę się teraz poważnie zastanowić, gdzie postawić statuetkę. Szkoda, że nie mogę Hermesa oprawić w ramki i powiesić w sklepie.
Dziękuję za rozmowę.
Galeria