niedziela, 5 lutego 2012,
 
Wywiady

Bożena Cybulska, współwłaścicielka sklepu „Delikatesy u Cybulskich”, laureatka Hermesa w kategorii Sklep rodzinny


Data: 2009-06-16

 Z Bożeną Cybulską, współwłaścicielką sklepu „Delikatesy u Cybulskich”, laureatką tegorocznego Hermesa w kategorii Sklep rodzinny, rozmawiał Jacek Ratajczak

 

HANDLOWCEM TRZEBA SIĘ URODZIĆ

 

Jacek Ratajczak: Pani Bożeno, serdecznie gratuluję zdobycia przez „Delikatesy u Cybulskich” statuetki Hermesa „Poradnika Handlowca”. Kapituła przyznająca tę nagrodę była szczególnie pod wrażeniem, że w Pani placówce pracuje już trzecie pokolenie waszej rodziny. Proszę opowiedzieć Czytelnikom, jak zaczęła się ta przygoda z handlem?

BOŻENA CYBULSKA: Firma zaczęła działalność w sierpniu 1974 r., najpierw był to sklep owocowo-warzywny o powierzchni zaledwie 40 m2 i prowadziła go moja teściowa, Wanda Cybulska, u której początkowo był zatrudniony jej syn, a mój mąż Bogdan. W latach 90. ubiegłego wieku, po przejściu mamy Bogdana na emeryturę, zrezygnowałam z pracy w szkole i w 1992 r. zaczęliśmy z mężem pracować na własny rachunek. Wówczas też zaczęliśmy poszerzać powierzchnię sprzedaży w sklepie, wykupując na własność kolejne pomieszczenia w kamienicy, w której mieścił się sklep. Sporo zainwestowaliśmy, praktycznie można powiedzieć, że na początku były gołe ściany i z czasem stworzyliśmy obecną placówkę.

Właśnie, jaki charakter ma obecny sklep?

Na dzień dzisiejszy powierzchnia sprzedaży wynosi 600 m2, w starej części budynku są stoiska z obsługą zza lady (pamiątki, drogeria, artykuły chemiczne, AGD, alkohole, słodycze na wagę), część dobudowana jest z kolei samoobsługowa (artykuły spożywcze, owoce-warzywa, mięso-wędliny).

Czy lokalizacja sklepu jest jego atutem?

W Raciążu mieszka niecałe 5 tys. mieszkańców. Nasz sklep mieści się w centrum miasteczka. Obok nas z konkurencyjnych placówek działa od dłuższego czasu sklep sieci POLOmarket. Gdy się otworzył, a było to zaledwie kilkanaście dni po tym, jak my poszerzyliśmy własną placówkę, biorąc kredyt, to wówczas przeżywaliśmy trudne chwile. Początkowo klienci tłumnie odwiedzali sklep konkurencji, ale po pewnym czasie zaczęli do nas wracać. W ubiegłym roku zaczęła działać również Biedronka, ale w tym okresie mieliśmy już grono stałych wiernych klientów. Ponadto Biedronka jest dla nas konkurencyjna wyłącznie w zakresie cen, natomiast wybór asortymentu jest tam o wiele skromniejszy. Gdy mój klient chce np. zamówić cielęcinę, to ja mu ją na drugi dzień sprowadzę.

Czym Państwo jeszcze przekonaliście klientów do siebie?

Sądzę, że naszym podstawowym atutem jest zawsze świeży asortyment. Nasi klienci wiedzą, że mogą wcześnie rano liczyć na smaczne pieczywo, nabiał, wędliny, mięso i drób, warzywa i owoce. Oferujemy przede wszystkim markowe delikatesowe produkty. Zaopatrujemy się głównie w hurtowni Tradis (dawniej DLS), a raz na dwa tygodnie jeździmy do Warszawy do Makro i Selgrosu.

Ważną rolę w waszej działalności odgrywa szkolenie młodzieży w zawodzie handlowca. To rzadkość w obecnych czasach. Skąd się wzięła ta pasja?

Mam przygotowanie pedagogiczne. Gdy w miejscowym Zespole Szkół Zawodowych otworzono klasę o profilu sprzedawca, zaczęłam przyjmować młodzież do sklepu na praktyczną naukę zawodu. Naukę skończyło 45 osób. Aktualnie pracują w naszym sklepie 4 osoby z byłych moich uczniów, na praktykach są też 3 uczennice. W związku z wysokim bezrobociem w Raciążu ludzie szanują pracę.

Jakimi cechami charakteru powinien się wyróżniać idealny handlowiec?

Na ten temat mam własną teorię. Handlowcem trzeba się po prostu urodzić, to tak, jak z talentem muzycznym czy plastycznym. Można się wielu rzeczy nauczyć, ale handel trzeba poczuć w sobie. Najważniejsze są: umiejętność nawiązania kontaktu z klientem, uprzejmość, chęć uczenia się, komunikatywność.

„Delikatesy u Cybulskich” to także przykład przestrzegania norm.

W 2005 r. wprowadziliśmy HACCP. W 2007 r. byliśmy najlepszą placówką handlową w powiecie płońskim. To niezwykle istotne – klient, który dzisiaj kupi nieświeży towar, jutro pójdzie do konkurencji. Dlatego codziennie jeździmy po świeży towar, zwłaszcza ten, który szybko się psuje. Przywozimy niewielkie ilości, by nie robić zapasów, a co gorsza wyrzucać. Ważna jest nie tylko dbałość o jakość produktów, ich przechowywanie, terminy przydatności do spożycia, ale konieczne jest przestrzeganie podstawowych zasad higieny i czystości, bo przecież sklep jest naszą wizytówką, świadczy o nas jako o osobach.

Pani Bożeno, niebawem trzecie pokolenie rodziny przejmie ster władzy w sklepie. Czy zatem formuła sklepu rodzinnego, której Państwo jesteście wzorcowym przykładem, to przyszłość polskiego handlu?

To na pewno dobre rozwiązanie. Wiele zależy jednak od mądrej polityki władz. Trzeba wysłuchać wszystkich stron – konkurujących ze sobą handlowców, zwłaszcza tych mniejszych, którzy w walce z dużymi sieciami często są na straconej pozycji. Liczy się także zdanie mieszkańców. Powiem tak, nie wszystkie cele można osiągnąć dzięki swobodzie działalności gospodarczej. W Europie Zachodniej duże sieciowe sklepy są lokalizowane na obrzeżach miast, a w centrum stawia się na mniejsze placówki handlowe i usługi. Powinniśmy iść również w tym kierunku.

Dziękuję za rozmowę.


Galeria




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!