Jerzy Andrzejewski, laureat Hermesa w kategorii SKLEP RODZINNY
Data: 2010-06-07
STARAM SIĘ SPEŁNIAĆ WSZYSTKIE ŻYCZENIA KLIENTÓW
Jacek Ratajczak: Proszę przyjąć moje serdeczne gratulacje. Zwyciężył Pan w mocno obsadzonej kategorii Sklep rodzinny. Jak zaczęła się Pana przygoda z handlem?
JERZY ANDRZEJEWSKI: Wszystko zaczęło się w 1985 r. Handel stał się wówczas moim drugim zajęciem, ponieważ początkowo jako handlowiec pracowałem na pół etatu, jednocześnie pracując jeszcze w biurze projektów. Ale to był już okres, w którym niewiele się projektowało, więc nie miałem nic do stracenia. Zacząłem od prowadzenia niewielkiego sklepu w ajencji. Handel na tyle mi się spodobał, że postanowiłem spróbować swych sił w nowym zawodzie.
I w ten sposób zmienił Pan całkowicie swoje życie. Co było dalej?
Zrezygnowałem z ajencji, bo nie dawała mi możliwości rozwoju. Kupiłem najpierw kiosk, by w tym miejscu zbudować sklep z prawdziwego zdarzenia. Tak się złożyło, że w 1990 r. postawiłem tam... dwa sklepy. Są zlokalizowane jeden obok drugiego. Mają po 50 m2. Pierwszy to obiekt warzywno-owocowy, uzupełniony o dział z artykułami spożywczymi, drugi jest sklepem typowo piekarniczo-cukierniczym.
Jak zachęca Pan klientów, aby przestąpili próg Pana sklepów?
Dzisiaj w większości sklepów jest ten sam asortyment, dlatego staram się wprowadzić zawsze coś nowego na półki. Korzystam z pobliskich hurtowni Makro, Selgros, Eurocash i Stanro. Po towar jadę również do Niemiec, to tylko 50 km od Szczecina, a ceny po tamtej stronie granicy są niekiedy niższe, a asortyment zdecydowanie inny od tego, który wszyscy znamy. Klienta trzeba zachęcić przede wszystkim jakością - klient nie kupi tandety, nawet jeśli produkt przecenię. Moi klienci w większości należą raczej do klientów zamożniejszych, dlatego staram się sprowadzać produkty oryginalne, dobre jakościowo i zawsze świeże. Poza tym niezmiernie ważna jest ekspozycja asortymentu.
Kto z konkurentów w najbliższym otoczeniu stanowi dla Pana sklepów największe zagrożenie?
W bezpośrednim sąsiedztwie działa Netto, co ciekawe - często ceny detaliczne w tym sklepie są niższe niż w hurtowniach Makro i Selgros. Odebrało mi to część klientów, którzy zwracali uwagę właśnie na ceny.
Czy Pana zdaniem taka sytuacja nie jest wynikiem błędnej polityki władz Szczecina, które nie dbają o równomierny rozwój handlu? Czy decyzje o otwarciu obiektów wielkopowierzchniowych, dyskontowych są konsultowane ze środowiskiem miejscowych kupców?
Ja w działalności władz miejskich nie widzę żadnej koncepcji, to typowa wolnoamerykanka. Organizacje kupieckie protestują, ale nie ma na to żadnego odzewu. Zresztą podobnie jest w innych miastach. Sklepy rodzinne są traktowane po macoszemu. Wychodzi się z założenia, że zawsze sobie jakoś radziły, to i teraz wyjdą z opresji.
Pańskie sklepy to także sklepy typowo rodzinne. Czy zatem taki model działalności ma w naszym kraju mizerne perspektywy rozwoju?
Niestety, w ostatnim okresie znacznie ograniczono szanse na rozwój tej grupy sklepów. Przykładowo w Szczecinie są lokalizacje w zasobach komunalnych, w których można otworzyć nowe sklepy. Obiekty te wymagają jednak sporych nakładów finansowych, ale władze miasta nie chcą zgodzić się na czasowe zmniejszenie wysokich czynszów. A przecież, jak ktoś zainwestuje swoje własne pieniądze i noga mu się powinie, to nikt mu nie zwróci poniesionych nakładów, a wyremontowanego lokalu nie zabierze ze sobą. To jednostronne ryzyko - tylko ze strony przedsiębiorcy.
Pracuje Pan w handlu od wielu lat? Jakimi cechami charakteru powinien się wyróżniać prawdziwy handlowiec?
Najważniejsze, aby klient był zadowolony z zakupów, dlatego staram się spełniać wszystkie jego życzenia. Jeśli nie można w danym dniu, to umawiam się z klientem na kolejny dzień. Podstawą jest obsługa klienta z uśmiechem na ustach. Klienci obecnie bywają nieco rozpieszczeni, dlatego łatwo ich zrazić do sklepu niekompetentną obsługą, czy niekulturalnym zachowaniem.
Działa Pan czynnie w stowarzyszeniu miejscowych kupców. Proszę powiedzieć kilka słów na ten temat. Jakie problemy najczęściej nękają to środowisko?
Jestem w zarządzie lokalnego zrzeszenia kupców, to moja pierwsza kadencja. Zamierzam pomagać prezesowi w rozmowach z władzami miasta - próbujemy bronić miejscowych kupców, chcemy wynegocjować dla nich warunki, które pozwalałyby godnie funkcjonować i uczciwie konkurować z innymi podmiotami. Miasto powinno prowadzić przejrzystą i czytelną politykę w tym zakresie.
Jakie ma Pan plany? Czy ma Pan następców, którzy w przyszłości przejmą sklepy?
Chcę jeszcze uruchomić przynajmniej dwa sklepy. Lokalizacje mam wybrane, ale na razie jestem w fazie pomysłów. Jeśli chodzi o następców, to córka wraz z zięciem aktualnie pracują u mnie i - co najważniejsze - widzą swą przyszłość w tym zawodzie, pomimo, że oboje ukończyli wyższe studia. Pomaga także żona.
Czy przy tak absorbującej pracy oraz działalności społecznej znajduje Pan czas na swoje zainteresowania?
Kolekcjonuję lampy naftowe i wagi szalkowe. Żona natomiast zbiera młynki do ręcznego mielenia kawy.
Jak zamierza Pan wykorzystać w swojej działalności sukces w postaci przyznania nagrody Hermesa?
Postawię Hermesa na honorowym miejscu w sklepie. Myślę, że moi klienci również docenią, że mogą robić zakupy w tak wyróżnionych sklepach.
Dziękuję za rozmowę.
Galeria