Klemens Rydzewski, właściciel sieci sklepów Plus Delikatesy
Data: 2011-11-08
WOLNY RYNEK TAK, ALE NIE WOLNOAMERYKANKA
Jacek Ratajczak: Pana przygoda z handlem zaczęła się w 1990 r. Miał Pan zatem okazję śledzić zmiany, jakie przetoczyły się przez branżę. Jak Pan z perspektywy czasu ocenia to, co się wydarzyło w polskim handlu?
Klemens Rydzewski: W ciągu ostatnich kilku lat co piąty sklep Lokalny został zamknięty. Równolegle obserwowaliśmy i obserwujemy dynamiczną ekspansję sieci hipermarketów i dyskontów, otwieranych już nawet w coraz mniejszych miejscowościach. Wolny rynek tak, ale nie wolnoamerykanka. Jaka jest polityka działania sieci hipermarketów, wszyscy wiemy. Sieci handlowe wymuszają na polskich producentach ceny za towary, opłaty półkowe, aby odbić sobie obniżenie cen i marżę. Dla drobniejszych producentów wysokość półkowego to kwestia bytu lub niebytu. Przez takie działania polski handel jest zniewolony. Otoczenie prawne, nierówne traktowanie hamuje nasz rozwój. Wystarczy tylko poprawić prawo, a nasza sytuacja będzie lepsza. Nie chodzi tu o dodatkowe bonusy, lecz o równe szanse działania na rynku w swoim kraju, w Polsce.
Z powodu konkurencji ze strony wielkich sieci handlowych w 2008 r. Musiał Pan zamknąć 3 z 10 sklepów. Ile placówek posiada Pan obecnie? Jak Pan radzi sobie z lokalną konkurencją?
Obecnie posiadam 8 sklepów, jeden o powierzchni 1100 m2, trzy po 400 m2, pozostałe od 250 m2 do 150 m2. Zamknąłem najmniejsze sklepy, wiadomo koszty utrzymania małych placówek w dzisiejszych czasach są bardzo wysokie - koszt pracowników, energia elektryczna, koszt lokalu i pozostałe koszty. Jak radzę sobie z lokalną konkurencją? W tak małym mieście jak Ełk (ok. 60 tys. mieszkańców) otworzyło się kilkanaście sklepów wielko powierzchniowych - 8 Biedronek, Kaufland, Tesco, Lidl. Trudno jest konkurować z hipermarketami, czy dyskontami. Konkurencja w Handlu jest potrzebna, ale zdrowa i uczciwa.
Jakie czynniki - Pana zdaniem - decydują o sukcesie Pana sklepów?
Na pewno jest to kompleksowość oferty i w miarę możliwości dobra cena, dużo promocji, świeżość produktów, lokalizacja sklepów, jakość usługi, obsługa klienta, ujednolicenie wizerunku firmy w poszczególnych punktach, wygodne kupowanie - parking, możliwość płacenia kartą.
Wszystkie Pana sklepy zlokalizowane są w Ełku, czy widzi Pan nadal dla siebie potencjał w tym mieście?
Tak - w dalszym ciągu chcę prowadzić działalność w Ełku i widzę potencjał w swoim działaniu. Przetrwałem już kilka lat i myślę, że wreszcie zarządzająca ekipa zajmie się znoszeniem barier i tworzeniem sprzyjającego klimatu dla rozwoju drobnej przedsiębiorczości dla Polaków i stworzy równe szanse działania na rynku. Oczekuję też na wsparcie ze strony silnej i dobrze zorganizowanej dystrybucji, dzięki której będzie możliwość konkurowania na trudnym rynku.
Czy w Ełku, podobnie jak w całym kraju, konsumenci oglądają każdą złotówkę, bo nie są pewni jutra? Czy w tej sytuacji nastawia się Pan na klienta, dla którego jakość produktu jest ważniejsza od ceny, czy odwrotnie?
W moich placówkach szczególnie dbam o jakość i cenę. Mimo dość skromnej zasobności portfela, Polak zazwyczaj znajduje przyjemność w robieniu zakupów, robiąc je często, przy czym szuka najlepszej wartości i jakości. Według mnie najliczniejszą grupę w Polsce stanowią konsumenci poszukujący wartości. Osoby na leżące do tej grupy zwracają uwagę na cenę, ale jakość produktu jest najważniejsza. Wartość swoich zakupów podnoszą, wyszukując produkty znajdujące się w promocji i ofercie specjalnej, ale zwracają uwagę na markę kupowanych produktów.
Ceny żywności to temat drażliwy. Presja na utrzymywanie ich na niskim poziomie powoduje, że część konsumentów (i to wcale nie tych najgorzej sytuowanych) kupuje produkty marek własnych sieci, głównie dyskontowych, bo są tańsze? Czy ten trend nie stanowi zagrożenia dla handlu w dłuższej perspektywie?
Prawdą jest, że produkty pod markami własnymi są tańsze, ale trzeba się zastanowić dlaczego. Temat marek własnych jest niewłaściwie rozumiany. Marki własne stanowią zagrożenie zarówno dla konsumentów, jak i producentów. Sieci mocno inwestują w marki własne. Na nich zarabiają więcej, bo mają wyższą marżę. Konsumenci są wprowadzani w błąd, ponieważ nie wiadomo, kto produkuje wyroby pod markami sieci. Pod tą samą nazwą kryje się inny producent, niby wyroby produkowane są wg tej samej receptury, ale czy jest to ten sam surowiec, czy ta sama linia produkcyjna. Często produkty o tej samej nazwie i marce różnią się od siebie. Drugą sprawą jest zagrożenie dla producentów - producenci są ubezwłasnowolnieni i uzależnieni od sieci handlowych, szczególnie małe i średnie firmy, ponieważ marki własne często mają kluczowy udział w produkcji, a wówczas koniec takiej kooperacji może oznaczać upadek przedsiębiorstwa. Ponadto ze współpracy z sieciami trudno się wycofać, czy zmienić warunki. Nie jestem przeciwnikiem marek własnych - rynek może być zróżnicowany, ale byłbym ostrożny pod względem zbyt entuzjastycznego ich rozwijania.
Pana firma jest firmą typowo rodzinną. Ostatnio dużo się mówi o roli, jaką sektor MŚP odgrywa w gospodarce? Ale często odnosimy wrażenie, że na rozmowach się kończy. Czy w Polsce - Pana zdaniem - jest sprzyjający klimat dla rozwoju drobnej przedsiębiorczości?
Sektor MŚP odgrywa ważną rolę w gospodarce. Przede wszystkim stanowi źródło dochodów dla budżetu państwa. Polskim przedsiębiorstwom prowadzenie działalności utrudnia duże obciążenie podatkowe, do tego dochodzi ogromna liczba aktów prawnych. Mali i średni przedsiębiorcy rozpoczynali działalność, mając pomysł na biznes. Pomogła im w tym koniunktura i Rozwój branży, w której działali. Dzisiaj ich celem ciągle jest przetrwanie. I to jest właśnie smutne. Zamiast przeobrażać firmy w większe - firma walczy o przetrwanie. To przetrwanie zależy właśnie od koniunktury, stawek VAT, dostępu do finansowania zewnętrznego i zmniejszenia obciążeń administracyjnych. Kolejne rządy nie wspierają sektora MŚP swoimi działaniami, wprowadzając nieżyciowe przepisy. Błędne rozporządzenia później są korygowane przez kolejnych polityków i tak karuzela się kręci, a w niej skołowani przedsiębiorcy usiłujący nadążyć za zmianami prawa.
Był Pan zaproszony na wrześniowy Kongres Kupiectwa w Warszawie. Czy spełnił on Pana oczekiwania?
Niestety, Kongres Kupiectwa Polskiego nie spełnił moich oczekiwań. Zostałem pozbawiony złudzeń, że mali i średni przedsiębiorcy będą mieli równe szanse rozwoju na rynku. Liczyłem na to, że pokazane zostaną możliwości wyjścia z sytuacji zniewolenia polskiego handlu. Dowiedziałem się jedynie, jak powiedział Pan Premier Waldemar Pawlak, że polskiemu przedsiębiorcy brakuje „sprytu". Szkoda, że Pan Premier nie wyjaśnił, na czym ów „spryt" polega i jak go zdobyć oraz czy jest on kluczem do przebrnięcia przez ustawy prawne hamujące nasz rozwój.
Dziękuję za rozmowę.
Galeria