poniedziałek, 21 maja 2012,
Wywiady

Lech Zaborowski – laureat Hermesa Poradnika Handlowca 2011


Data: 2011-07-05

Rozmowa z Lechem Zaborowskim, właścicielem minisieci sklepów „Delta" w Ślesinie

 

POSTANOWIŁEM NIE PODDAWAĆ SIĘ

 

Jacek Ratajczak: Od kiedy działa Pan w branży FMCG i dlaczego wybrał Pan zawód handlowca?

Lech Zaborowski: Handluję już od 25 lat, ale moją działalność zawodową rozpocząłem wcześniej - od prowadzenia cukierni. Dlaczego handel? Zadecydowały tradycje rodzinne. Dziadek przed wojną miał sklep spożywczy we wsi, z której pochodził. Także rodzice prowadzili sklep warzywniczy w centrum Ślesina i pomagałem im przez 3 lata. Zajmowałem się dowożeniem towaru oraz sprzedażą. Sam później przez pewien okres handlowałem warzywami, w końcu przekazałem sklep córce, która prowadzi go do chwili obecnej.

Aktualnie jest Pan właścicielem trzech placówek handlowych na terenie miasta Ślesina, działających pod wspólną nazwą „Delta". Proszę powiedzieć Czytelnikom kilka słów o swoich sklepach.

W skład sieci „Delta" wchodzą: kwiaciarnia, która była pierwsza, sklep spożywczy oraz sklep monopolowy. Zatrudniam w sumie 8 osób. Łączna powierzchnia sprzedaży nie jest zbyt duża - to 100 m2. Największy jest oczywiście sklep spożywczy - około 50 m2. Niestety, tak niewielka powierzchnia nie pozwala na nowoczesne rozwiązania, stąd pozostałem przy tradycyjnej formule obsługi zza lady. Ślesin to niewielkie miasteczko w pobliżu Konina, zamieszkałe przez 3 tys. stałych mieszkańców.

Jak się handluje w takiej miejscowości?

Trzy lata temu 300 m od moich sklepów otwarto duży prywatny market, co wpłynęło na moje obroty. Zresztą przez kilka ostatnich lat miałem okazję obserwować burzliwy rozwój handlu w Ślesinie. Wiele placówek powstało, ale też wiele upadło. Jednak postanowiłem nie poddawać się i walczę o utrzymanie dotychczasowych klientów.

Czym Pan stara się ich pozyskać?

Stawiam na miłą i grzeczną obsługę, długie godziny otwarcia sklepów - w dni powszednie od 5.00 do 22.00. Mam czynne również w niedziele w godzinach od 7.00 do 21.00. Staram się także utrzymywać w miarę możliwości niskie ceny. Dbam, aby moi klienci mogli u mnie zaopatrzyć się we wszystkie nowinki rynkowe. Prawdziwy kupiec powinien inwestować w swoje miejsce pracy, powinien być także rzetelny i przede wszystkim uczciwy.

Ciekawostką jest fakt, że Pański syn jest burmistrzem Ślesina. Czy przez to łatwiej przebić się Panu i członkom stowarzyszenia kupców do władz z problemami mniejszych przedsiębiorców?

Syn jest od niedawna burmistrzem, wygrał ostatnie wybory, ale od wielu lat był sekretarzem w gminie, tak że doskonale zna lokalne problemy. Wiem, że zdecydowanie popiera handel prywatny, bo od najmłodszych lat nasiąknął jego atmosferą. Często rozmawiamy na tematy, które nurtują miejscowych przedsiębiorców.

W jakich elementach widzi Pan swoją przewagę konkurencyjną w stosunku do innych sklepów?

Staram się mieć zawsze świeży, nieprzeterminowany towar. Zaopatruję się głównie w hurtowni Eurocash w Koninie. Część asortymentu sprowadzam także z Wiwy-Plus, a warzywa i owoce z hurtowni Maja. Obie te hurtownie mieszczą się również w Koninie. Resztę produktów przywożą przedstawiciele innych hurtowni lub bezpośrednio sami producenci. To duża oszczędność na paliwie oraz na czasie. Można się wówczas zająć innymi pilnymi sprawami, których - gdy się prowadzi sklep - nigdy nie brakuje.

Jak Pan zareagował na postępującą konsolidację rynku hurtowego? Czy przekłada się ona na funkcjonowanie Pańskich sklepów?

Bezpośrednio na razie nie odczułem żadnych zmian. Ceny pozostały na tym samym poziomie, towar dostarczany jest tak jak dawniej - i to jest dla mnie najważniejsze.

Jest Pan typowym przedstawicielem biznesu rodzinnego. Czy widzi Pan przyszłość dla tego sektora w Polsce?

Sporym zagrożeniem dla rodzinnego handlu są duże sklepy sieci zagranicznych. Przykładowo ze Ślesina w soboty czy niedziele na zakupy do pobliskiego Konina wybiera się wiele osób. Potrafią nawet pół dnia spędzić w galeriach handlowych, a do lokalnych sklepów rzadko wówczas zaglądają. A jeśli już się trafi klient, to kupi tylko produkty podstawowe. Przede wszystkim mogę liczyć na swoich stałych klientów. W sezonie letnim dodatkowo dochodzą jeszcze liczni turyści, którzy odpoczywają nad naszymi pięknymi jeziorami. Wiele jednak zależy w tym przypadku od pogody.

Jest Pan handlowcem z wieloletnim stażem. Jakie znaczenie ma dla Pana nagroda Hermesa?

To jest dla mnie olbrzymie wyróżnienie. Przecież wspólnie ze mną nagrodę odbierali przedstawiciele znanych zagranicznych i krajowych sieci. I oto ja znalazłem się niespodziewanie w tym szacownym gronie. Na pewno umieszczę statuetkę Hermesa w widocznym miejscu w sklepie. Zmobilizuje to mnie i żonę, która od lat mi pomaga w prowadzeniu sklepu, do jeszcze lepszej pracy.

Dziękuję za rozmowę.


Galeria




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!