poniedziałek, 21 maja 2012,
Wywiady

Tomasz Lis, Redaktor Naczelny tygodnika „Wprost"


Data: 2010-12-10

 

PAŃSTWO NIE LUBI PRZEDSIĘBIORCÓW

 

Jacek Ratajczak: Panie Redaktorze, publikowana corocznie przez czasopismo „Wprost" lista 100 najbogatszych Polaków zawsze rozpala niemałe emocje. Jednak znajdujący się na niej przedsiębiorcy nie cieszą się uznaniem rodaków, równym np. sportowcom, czy celebrytom. Dlaczego w polskim społeczeństwie bardziej budzą zawiść niż podziw?

Tomasz Lis: Ktoś, kto w Polsce posiada duży majątek, niestety nie jest wzorem do naśladowania. Duże pieniądze dla większości rodaków są po prostu abstrakcją, choć częściej bywa tak, że bardziej drażni nas sąsiad z tej samej ulicy, któremu powiodło się w życiu, niż milioner znany z ekranu telewizora czy gazety. W świadomości społeczeństwa pokutuje nie tylko dziedzictwo PRL-u, ale mamy też do czynienia z pokłosiem ostatnich kilkunastu lat. Socjalistycznego badylarza zastąpił przedsiębiorca- złodziej, bo przecież - w opinii większości społeczeństwa i przy aprobacie części populistycznych polityków - uczciwie nie można dojść do majątku.

Czytelnikami „Poradnika Handlowca" są jednak w większości przedstawiciele sektora MŚP, czyli właściciele małych i średnich przedsiębiorstw. Oni nie okupują pierwszych stron gazet, ale per saldo stanowią wielką siłę - ich firmy wytwarzają ponad 60% PKB i zatrudniają 75% Polaków. Dlaczego zatem państwo polskie zupełnie nie liczy się z tymi, którzy je faktycznie utrzymują? Dlaczego politycy tak niewiele robią, aby poprawić los przedsiębiorców?

Jest to po części efekt afery Rywina. Coś złego się wówczas stało i w efekcie od kilku lat urzędujący premier polskiego rządu nie spotyka się z przedsiębiorcami. W innych krajach taki kontakt należy do standardów, jest naturalny. U nas politycy boją się - jeśli nawet nie podejrzenia o „układanie się" z przedsiębiorcami - to etykiety, że sprzyjają tej grupie, a to jest przecież niezgodne z oczekiwaniami elektoratu. Część winy leży również po stronie przedsiębiorców. W kraju takim jak Polska - gdzie jest duży margines biedy - nadmierne epatowanie swoim majątkiem nie jest dobrze widziane. Dobrym przykładem jest tu Szwecja, gdzie mieszka sporo ludzi bogatych, ale oni starają się nie odróżniać od reszty społeczeństwa. Ponadto w Polsce praktycznie nie doczekaliśmy się wśród przedsiębiorców osób, które w formie darowizn, czy fundacji chcą podzielić się swoim majątkiem i pozostawić coś po sobie społeczeństwu na wzór Carnegie Hall, czy Rockefeller Center. Na zasadzie: „Los mi dał, czy Bóg mi dał - dobrze byłoby się podzielić...".

Jednak, żeby się dzielić pieniędzmi, trzeba je najpierw wypracować. A nasze państwo nie rozpieszcza przedsiębiorców. Polski przedsiębiorca jest zakładnikiem skomplikowanych przepisów, a rodzimy system podatkowy jest uznawany za jeden z najgorszych na świecie. Wielcy biznesu z reguły omijają ten problem, ponieważ zatrudniają renomowane kancelarie prawne, czy firmy doradztwa podatkowego. Czy ci przedsiębiorcy, co płacą w Polsce podatki, to patrioci, którzy powinni być stawiani za wzór do naśladowania?

Państwo praktycznie nie pomaga przedsiębiorcom. Przysłowiowe „jedno okienko" jest typowym przykładem działań pozorowanych. System podatkowy jest ciągle bardzo skomplikowany, a kontrole w każdym momencie mogą zniszczyć biznes. Państwo generalnie ludzi przedsiębiorczych nie lubi, najbardziej zaś poszkodowani są ci, którzy są „solą tej ziemi", bo milioner zawsze sobie poradzi, przeniesie swój biznes do rajów podatkowych, czy wykorzysta luki w przepisach. Cierpią zaś przedsiębiorcy prowadzący najczęściej rodzinne biznesy, wykonujący dla tego kraju gigantyczną pracę, ponieważ zatrudniają pracowników, płacą podatki w Polsce. A co otrzymują w zamian - na każdym kroku dostają od własnego państwa w tylną część ciała. To jawna dyskryminacja - przecież dzięki tym ludziom tak naprawdę ominął nas kryzys. Moim zdaniem, przedsiębiorcy są zbiorowym sponsorem tego kraju. To oni ciągną do przodu pojazd z napisem Polska. I jeśli państwo nie jest w stanie poprawić ich doli, to powinno chociażby zdobyć się na symboliczne gesty.

I dlatego przedsiębiorcy z sentymentem wspominają... Mieczysława Wilczka, ministra przemysłu w rządzie Rakowskiego, który w 1988 r. przeforsował w Sejmie liberalną ustawę o przedsiębiorczości, która spowodowała aktywizację drobnych przedsiębiorców. Obecnie nie dość, że ze zdwojoną siłą powróciła biurokracja, to prawdziwą piętą achillesową jest działalność polskiego sądownictwa rozstrzygającego spory gospodarcze.

W przypadku przedsiębiorców to często sprawa być albo nie być firmy. Co z tego, że po latach przedsiębiorca wygra proces, jeśli firmy już nie będzie. To jeden wielki akt oskarżenia przeciwko państwu. Ludzie ciężko pracują, płacą podatki i wykonują wszystkie obywatelskie obowiązki, a w sytuacji dla nich kryzysowej, gdy sami potrzebują pomocy i zwracają się o nią do państwa, to państwo mówi obywatelowi: ja ci nie pomogę. Jak wygląda prawdziwy bilans relacji: obywatel - państwo. Czy mówimy o relacji, że obywatel kręci, oszukuje, nie płaci podatków, jest cwaniakiem, a biedne państwo wychodzi temu obywatelowi naprzeciw, czy mówimy o sytuacji dokładnie odwrotnej? Obywatel to państwo uznaje za swoje, bo nie mamy już przecież zaborców, okupacji, czy komunistów, ale państwo uważa obywatela za... obcego.

Ale część uczciwych przedsiębiorców staje się ofiarami niektórych funkcjonariuszy publicznych. „Poradnik Handlowca" jako jeden z pierwszych już 9 lat temu zaczął pisać o wprowadzeniu odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje. Pytaliśmy o to także w wywiadzie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Osoby skrzywdzonych przedsiębiorców są znane opinii publicznej. Jak przeciwdziałać takim patologiom, skoro do dziś posłom nie udało się przegłosować niekorzystnej dla urzędników ustawy w Sejmie?

Brak odpowiedzialności urzędników w Polsce jest logiczną konsekwencją nieodpowiedzialności państwa. Jeśli to państwo jest nieodpowiedzialne, to dlaczego urzędnik ma być odpowiedzialny. Przykład idzie z góry. Jeśli poczucia odpowiedzialności nie mają najwyżsi urzędnicy w państwie, to dlaczego ci piastujący niższe stanowiska mają się inaczej zachowywać. Przyjmują raczej postawę cezara w czasie igrzysk, który w zależności od nastroju - kciukiem skierowanym w górę lub w dół decydował o czyimś losie. Urzędnik przestał być sługą, a stał się panem. A państwo zamiast służyć, pomagać, ułatwiać rozwiązywanie problemów, jest tylko po to, żeby patrzeć na ręce.

Jak Pan zatem ocenia szanse przedsiębiorców w najbliższej przyszłości? Jesteśmy aktualnie po wyborach samorządowych, za rok wybory do Sejmu? Na co ta grupa może liczyć w najbliższych miesiącach?

Prawdę mówiąc, nie widzę żadnych przesłanek uzasadniających poprawę. Dzisiaj Platforma Obywatelska ma prezydenta, premiera i wraz z PSL-em większość w parlamencie, władzę w samorządach i gdzie są te zapowiadane ustawy. Ostatnie wybory dodatkowo spłaszczą scenę polityczną, co utrudni podejmowanie decyzji. Zatem nic przełomowego, o fundamentalnym znaczeniu dla gospodarki, czyli i dla przedsiębiorców, nas nie czeka. I oby nie zmieniło się na gorsze.

Dla polskich producentów oraz handlowców niezwykle ważne są poprawne stosunki z Rosją. To olbrzymi rynek zbytu dla naszych produktów. Czy relacje gospodarcze mają szansę wyjść z cienia napiętych stosunków politycznych i historycznych zaszłości?

W interesie państwa jest, abyśmy w handlu z Rosją mieli jak najwyższe obroty, ale czy jesteśmy w stanie na ołtarzu korzyści gospodarczych położyć wszystkie nasze interesy polityczne dotyczące np. NATO, katastrofy smoleńskiej, Katynia. Państwo polskie powinno działać racjonalnie - oczekiwać, że strona rosyjska przychylnie odniesie się do naszych postulatów, ale z drugiej strony należy również szanować racje partnera. Widać to zresztą w polityce międzynarodowej, gdzie nastąpiło ocieplenie stosunków między Rosją a USA, czy Rosją a NATO. Oczywiście problemy w relacjach polsko-rosyjskich nagle nie znikną, one co jakiś czas dadzą znać o sobie, ale przy próbie poszukiwania rozwiązań akceptowanych przez obie strony zawsze można więcej zdziałać.

Panie Redaktorze, polityka polityką, ale święta tuż, tuż. Czy Pan odczuwa już atmosferę Bożego Narodzenia w handlu?

200 metrów od redakcji jest Galeria Mokotów, niestety w ostatnim czasie nie miałem okazji tam zajrzeć. W miarę upływu czasu, będę zapewne czuł presję zakupową, chociaż na myśl o przedświątecznym zgiełku, czuję przysłowiową „gęsią skórkę". Stosuję zresztą specyficzną taktykę - czekam do ostatniej chwili i jak już jestem „pod ścianą", to zakupy robię w iście ekspresowym tempie, niczym japoński turysta.

A prozaiczne, codzienne zakupy?

Właściwym rozmówcą byłaby pewnie moja żona. Chociaż mnie samemu przynajmniej raz dziennie zdarza się dokonywać zakupów w moim ulubionym sklepie koło ronda w Konstancinie. Panuje tam zawsze spory ruch, alejest to doskonałe miejsce na szybkie zakupy w drodze do pracy, czy z powrotem.

Na zakończenie chciałbym zapytać, czego by Pan życzył polskim przedsiębiorcom, polskim handlowcom w nadchodzącym nowym roku?

Myślę, że jak najmniej trosk, jak najwięcej radości, ale przede wszystkim, żeby trudności, które ich spotykają mieściły się w granicach rozsądku. Żeby to były sytuacje rozwiązywalne, żeby instytucje i urzędnicy nie stwarzali im problemów, w obliczu których będą się czuli bezradni. Żeby wszystko zależało wyłącznie od ich wysiłku, rozumu, pracy. Wówczas sobie poradzą.

Dziękuję za rozmowę.


Galeria




Nowości na rynku FMCG
Aktualności
Projekt i wykonanie: a-tech.pl
Copyright by Poradnik Handlowca 2009 (c), wszystkie prawa zastrzeżone!