Jesteś tutaj

Mirosław Gzella, właściciel Zakładów Mięsnych Gzella

Kluczem do sukcesu jest dobry produkt

Jacek Ratajczak: Zakłady Mięsne Gzella to przykład firmy, która z lokalnego producenta przekształciła się w firmę, której produkty można znaleźć na sklepowych półkach prawie w całej Polsce. Jakie czynniki złożyły się na wasz sukces?

Mirosław Gzella: Kluczem do sukcesu jest na pewno dobry produkt. Dzisiejszy konsument jest coraz bardziej wymagający. Strategia „najtaniej” coraz częściej w branży mięsnej wypierana jest przez strategię „najlepszej jakości”. Konsekwentnie realizujemy ten kierunek począwszy od 1985 r. i dziś rynek szczególnie to docenia

„Klient wraca zawsze, towar nigdy” to motto przyświeca działaniom waszej firmy. Aby ten cel osiągnąć, cały proces produkcyjny musi przebiegać pod ścisłą kontrolą. Jakie innowacje technologiczne wprowadziliście w ostatnim okresie, które podnoszą jakość waszych produktów?

Nasza misja mówi o tym, aby każdy etap produkcji i obsługi klienta przebiegał płynnie. Doskonalimy nasze procesy tak, aby satysfakcja z wyrobu gotowego gwarantowała nam, iż produkt nie wróci do firmy. Nasze motto mobilizuje nas do pracy tak, aby finalny efekt przystawał do potrzeb rynku. Dlatego na bieżąco modernizujemy park maszynowy. Nasze receptury kluczowych produktów zasadniczo pozostają niezmienione od lat. Szanujemy przyzwyczajenia i upodobania naszych klientów. Nowe receptury wdrażamy w oparciu o kluczowe, charakterystyczne dla nas elementy. System zarządzania jakością HACCP w oparciu o standard IFS uzupełniamy filozofią szacunku do klienta.

W jaki sposób zamierzacie wspierać waszych partnerów handlowych, szczególnie niezależnych detalistów, w zakresie optymalizacji asortymentu i jego ekspozycji na półce?

Dysponujemy Zespołem doświadczonych handlowców, którzy oprócz wiedzy o naszych produktach posiadają szeroką wiedzą i narzędzia z obszaru merchandisingu. Każdy sklep jest specyficzny i wymaga indywidualnego podejścia, standard ułożenia towaru w ladzie zasadniczo trzeba dopasować do oferty sklepu. Nasi odbiorcy mogą liczyć na wsparcie w tym obszarze.

Konsumenci cenią wasze wyroby za wysoką jakość i niepowtarzalny smak. Firma Gzella oferuje produkty z półki wyższej i średniej. Czy konsumenci są gotowi za to zapłacić wyższą cenę?

Coraz częściej tak, dzięki czemu aktualny, dynamiczny rozwój naszej firmy jest możliwy. Konsumenci wybierają wysokogatunkowe mięsa i wędliny. Wzrasta świadomość konsumencka, iż za dobry produkt trzeba odpowiednio zapłacić. Oczywiście towarzyszy temu także i wzrost wymagań. Klient zapłaci więcej, kiedy jest pewien, że warto.

Czy rynek wyrobów mięsno-wędliniarskich w Polsce jest rynkiem tradycyjnym, czy podlega w równym stopniu zmiennym gustom odbiorców? W jaki sposób udaje się wam pogodzić te dwa z pozoru sprzeczne trendy?

To prawda, bardzo trudno wdraża się innowacje na rynku, gdzie za synonim wysokiej jakości uważa się produkt w konwencji „tak jak kiedyś”. Nasz zakład produkcyjny jest bardzo nowoczesny, ale zlokalizowany w otulinie lasu. Nasze wyroby podlegają surowym przepisom weterynaryjnym i sanitarno-epidemiologicznym, spełniają nowoczesne standardy, ale w oparciu o tradycyjne receptury. Godzimy sprzeczne trendy z sukcesem od lat, jest to wyzwanie, z którym się nieustannie mierzymy.

Specjalizujecie się w produkcji szynek, wędzonek i kiełbas suchych. Który z szerokiej oferty wspomnianych produktów chcielibyście szczególnie polecić rodzimym handlowcom?

Naturalnie wszystkie! Gama naszych produktów jest szeroka i trafia w gusta nawet najbardziej wymagających. Ze swojej strony polecam oczywiście salami. W rezultacie starannego procesu produkcyjnego powstaje wyjątkowa, długo dojrzewająca wędlina, która cieszy się uznaniem zarówno w Polsce, jak i na świecie.

Dziękuję za rozmowę.

Kategoria: 

Podobne artykuły

Nasze cele na najbliższe lata to dalszy dynamiczny rozwój oparty na budowaniu relacji oraz doradztwie sprzedażowym - nie tylko w obszarze współpracy z sieciami handlowymi, lecz również hurtowniami spożywczymi oraz niezależnymi detalistami.

Kiedy zaczynałem nie było ścianek wspinaczkowych, a pierwszy kontakt ze wspinaniem zaliczyłem przypadkowo jako kilkunastoletni chłopak podczas wyjazdu wakacyjnego. Do tego momentu nie byłem ani zapalonym turystą, ani miłośnikiem gór. W wieku 17 lat ukończyłem kurs skałkowy organizowany przez Polski Związek Alpinizmu, a na pierwszą dużą wyprawę udałem się na Alaskę.

Więcej w kategorii

X